9 sierpnia 2013

98. Sekrety Blacków


     Tuż po świcie drzwi do posiadłości Blacków znów się otworzyły.
     Syriusz z Remusem właśnie siedzieli w kuchni, pijąc kremowe piwo, które Łapa chwilę wcześniej wygrzebał spod swojego łóżka w pokoju na piętrze. Przed nimi leżał najnowszy, jeszcze nie przeczytany numer Proroka Codziennego. Podnieśli głowy, kiedy usłyszeli odgłosy rozmów i dźwięk obijanych o mebli walizek.
 - Och, Dumbledore miał racje, mówiąc, że tej posiadłości przyda się kilka magicznych sztuczek – mówiła Molly Weasley. – Arturze, połóż tą walizkę tu, na schodach…
 - Kochanie, czy zapakowałaś tutaj połowę Nory?
 - Tylko najważniejsze rzeczy. Ginny, chodź tutaj, Merlin jeden wie, co kryje się w tamtym pomieszczeniu… Muszę jak najszybciej znaleźć Syriusza, gdzieś trzeba wynieść nasze bagaże… Ron, czy mógłbyś uspokoić Świstoświnkę? Zaraz chyba zwariuję…
 - Wsypałem jej pokarm dla sów. – Łapa usłyszał znajomy głos rudego Gryfona i prawie natychmiast się uśmiechnął na wspomnienie ich pierwszego spotkania przed rokiem. Tak się składa, że wtedy niechcący złamał mu nogę. – Ona się nudzi… Chciałaby polatać…
 - Nie sądzę, żeby to był najlepszy pomysł – stwierdziła Pani Weasley.
     Syriusz i Remus wstali od stołu i poszli przywitać się z Weasleyami. Lunatyk, gdy tylko pojawił się w drzwiach, przyłożył wskazujący palec do ust, by tymi krzykami nie obudzili Pani Black. Uścisnął dłoń z Arturem, ucałował Molly i przywitał się z ich dziećmi.
 - W korytarzu trzeba być naprawdę cicho – rzekł. – Mam nadzieję, że nigdy nie przekonacie się z jakiego powodu. Nie ma nic przyjemnego w słuchaniu jej krzyków.
 - Kogo? – zainteresowała się Ginny.
 - Kobiety, która jakimś cudem jest moją matką. – Do rozmowy włączył się Łapa. – Witacie w przepięknej rezydencji Blacków. Mam nadzieję, że spędzicie tu wspaniałe chwile.
     W tonie jego głosu było tyle sarkazmu, że nawet Pani Weasley zachichotała pod nosem. Wszyscy rozglądali się dookoła po wnętrzu domu, jedni ze zmarszczonym czołem, drudzy z zaciekawieniem. Syriusz dostrzegł, że wraz z Weasleyami do Kwatery Głównej przybyła także Hermiona – przyjaciółka Harry’ego – i pomachał jej radośnie. W odpowiedzi uśmiechnęła się szeroko. Jej też Łapa zawdzięczał swoją wolność.
 - Syriuszu, czy możesz nam powiedzieć, gdzie możemy… – zaczęła Molly, ale jej głos zatonął w huku spowodowanym przewracającym się stojakiem na parasole.
     Okazało się, że to George szturchnął łokciem swojego brata bliźniaka, Freda, a ten zachwiał się i oparł o najbliższy przedmiot, jaki miał pod ręką – przypominający odciętą nogę trolla stojak. Ten natomiast przewrócił się na zakurzoną podłogę. Zaraz potem cały dom wypełniły krzyki Walburgii Black z ogromnego portretu na ścianie, łącząc się z wrzaskami Pani Weasley na bliźniaków.
 - Złodzieje! Szumowiny! Zdrajcy krwi w moim domu! Wynocha! Wynocha!
 - Zrobiliście to specjalnie! Remus ostrzegał, że w korytarzu trzeba być cicho! Chcieliście koniecznie dowiedzieć się dlaczego! Widzicie, do czego doprowadziliście!
 - Zamknij się! – Łapa po raz kolejny uciszył swoją matkę.
     Kiedy w domu Blacków znów zapadła przejmująca cisza, atmosfera wydawała się podskoczyć kilka stopni w górę. Ron, Hermiona i Ginny stali przerażeni tuż przy ścianie, a z ich min nie dało się odczytać, czy chodzi o Walburgię Black, czy wybuch Pani Weasley. Artur zamarł w pół kroku, z prawą nogą na pierwszym stopniu schodów, a bliźniacy wpatrywali się w matkę z urażonymi minami niewiniątek.
 - Tak jest od początku wakacji – wyjaśniła Remusowi i Syriuszowi Ginny. – Mama się na nich wkurza, bo zawalili SUM-y i w ogóle się nie uczą, tylko zajmują się produkcją różnych takich magicznych dowcipów. Są nawet śmieszne, no, tylko oni zostawiają je gdzie popadnie. I nie zawsze do końca wiadomo, jak te ich sztuczki działają.
 - Mama się też zastanawia, skąd wzięli na to wszystko pieniądze – dodał Ron. – Boi się, że okradli Gringotta albo kogoś szantażowali. Mieliśmy nadzieję, że tu im trochę odpuści.
     Łapa zaśmiał się krótko, puszczając oczko do bliźniaków.
 - Wszystkie pokoje są do waszej dyspozycji, Molly – powiedział.
 - Świetnie. Ron z Harrym, Hermiona z Ginny, Fred z George’em… Przybędzie jeszcze Charlie i Bill… och, razem z Fleur, im też trzeba będzie przygotować sypialnie…
     Remus wrócił już do kuchni, otwierając Proroka Codziennego.
 - Radzę wam na razie niczego nie dotykać, jeśli nie jesteście pewni, że to coś nie może was zabić – odezwał się jeszcze Syriusz do Weasleyów.
     Pani Weasley spojrzała na niego krytycznie, próbując dowiedzieć się, czy Łapa mówi poważnie, czy żartuje. Chyba jej się to nie spodobało, bo zacisnęła wargi w charakterystyczny sposób i od czasu do czasu rzucała nerwowe spojrzenia na bliźniaków. Natomiast Fred i George wyszczerzyli zęby do Syriusza, a kiedy ten wchodził już do kuchni, usłyszał, jak mówili do siebie coś, co brzmiało jak: „Zabić? Suuuper!”.
     Jakiś czas później cała rodzina Weasleyów zeszła do kuchni, chociaż Artur tylko po to, by się pożegnać – zaraz potem pognał do Ministerstwa, krzycząc, że na pewno znów się spóźni. Pozostali usiedli przy drewnianym stole, a Molly zajęła się przygotowywaniem śniadania. Jej różdżka raz po raz przecinała powietrze, usuwając z garnków brud i kurz, ożywiając płyn i szczotkę do czyszczenia naczyń, czy zapalając ogień na kuchence.
 - Czeka nas bardzo dużo pracy – mówiła. – Powinniśmy zacząć od kuchni, potem spiżarnia i pokoje na piętrze. Salon zostawimy na końcu, jest ogromny… Doprowadzenie go do porządku zajmie nam co najmniej miesiąc. – Westchnęła. – Syriuszu, ten dom pełen jest rodzinnych pamiątek. Możemy je spakować w jakieś worki i upchnąć w szafie…
 - Molly, nie jestem do nich przywiązany – odpowiedział Łapa. – Ich miejsce jest w koszu.
 - Miałam nadzieję, że to powiesz. – Pani Weasley uśmiechnęła się.
     Remus wyprostował się nagle, złożył gazetę i rzucił ją na środek stołu, wyraźnie wzburzony. Syriusz posłał mu pytające spojrzenie. Ten westchnął.
 - Kolejny dzień i kolejne bzdury w Proroku – rzekł Lupin. – Nikt nie chce wierzyć, że Voldemort powrócił, a Ministerstwo stara się zrobić z Dumbledore’a i Harry’ego kompletnych czubków. Na Merlina, a zawsze uważałem Knota za mądrego człowieka.
 - Ciekawe jakie to uczucie – zaczął Łapa, udając, że się nad czymś poważnie zastanawia – kiedy zdajesz sobie sprawę, że twój melonik ma więcej rozumu, niż ty.
     Wszyscy poza Molly roześmiali się serdecznie.
 - To wcale nie jest śmieszne – powiedziała, nakładając na talerz jajecznicę na bekonie. – Poza tym nie powinniście o tym rozmawiać. To są sprawy Zakonu i…
 - Też chcemy do niego należeć! – krzyknęli bliźniacy.
 - Po moim trupie – odparła Pani Weasley. – Ustaliliśmy zasady, nie skończyliście szkoły. Ale możecie pomóc Zakonowi nie wtrącając się w nie swoje sprawy, nie przeszkadzając w zebraniach i pomagając w porządkach w Kwaterze Głównej. Rozmawialiśmy już o tym z ojcem i wydaje mi się, że postawiliśmy sprawę jasno.
     Nikt nie wydawał się z takiego stanu rzeczy zadowolony.
 - Pewnie, mamy stać i patrzeć – zadrwił Fred. – A tymczasem takie dupki jak Percy…
     Zamilkł w pół słowa, a w kuchni nagle zrobiło się cicho. Syriusz nie potrafił zidentyfikować źródła niepokoju, które nagle udzieliło mu się od Weasleyów. Remus i Hermiona wydawali się równie zdezorientowani, co on sam. Łapa już miał zapytać, co się stało, kiedy nagle Molly zalała się łzami i wycierając żałośnie nos, uciekła z kuchni pod pretekstem sprawdzenia w walizce, czy zabrała z Nory wystarczającą ilość skarpet dla męża.
 - Znów to samo – rzekł Fred, przewracając oczami. – Wystarczy o nim wspomnieć i…
 - Nie musiałeś tego robić – odparła Ginny, po czym zwróciła się do pozostałych. – Percy kilka dni temu odszedł z Nory. Powiedział, że nie ma zamiaru wierzyć w te wszystkie bzdury Dumbledore’a, i że najlepiej będzie, jak wszyscy zaczniemy wspierać w tych trudnych chwilach Ministerstwo Magii. Chyba dostał za to awans.
 - Chyba żartujesz – wydusiła z siebie Hermiona.
 - Padło wiele gorzkich słów – dodał Ron. – Strasznie się pokłócili z tatą… nigdy nie widziałem go tak rozwścieczonego. Wyrzucił go z domu… No a mama się popłakała. W tej dyskusji padło też imię Harry’ego… Rety, Percy wygadywał takie głupoty…
     Remus westchnął i przeczesał dłonią rzadkie włosy.
 - Miejmy nadzieję, że będzie tutaj tyle pracy, że Molly nie będzie miała zbyt wiele czasu na myślenie o swoim wyrodnym synu – powiedział, podsumowując rozmowę.

~*~

     Zaraz po śniadaniu wszyscy zabrali się do pracy, zaczynając od porządków w kuchni. Pani Weasley podzieliła ich w małe grupy, żeby każdy zajął się inną częścią pomieszczenia.
 - Kuchnia to najważniejsze miejsce w tym domu – powiedziała, rozdając im szmatki i płyny do szorowania półek. – Będą odbywać się tutaj zebrania Zakonu Feniksa, więc liczę na to, że włożycie w to maksimum swoich możliwości. Tak chcieliście pomóc…
 - Myśleliśmy raczej o innej formie pomocy – mruknął Ron, patrząc na mokry kawałek materiału, który nie wydawał zbyt zachęcającego zapachu.
 - Nie narzekajcie, tylko bierzcie się do pracy.
     Najmłodszy Weasley zabrał się za mozolne szorowanie drewnianego stołu, a minę miał taką, jakby z góry uważał to za bezowocne zajęcie.
     Przez drzwi właśnie weszli Fred i George. Usiedli po obu stronach brata.
 - To takie przykre, że nie możesz jeszcze używać czarów, Ron – odezwał się Fred, udając, że jest mu przykro. – Wyobrażasz sobie, że wystarczyłoby jedno szybkie machnięcie różdżki, żeby ten stół zalśnił czystością? A ty miałbyś wolne całe popołudnie…
 - Ty mógłbyś to zrobić – mruknął Ron.
 - Mógłbym. Ale tego nie zrobię. – Bliźniacy podnieśli się z krzeseł.
 - Macie dużo czasu, pewnie zdążycie się zaprzyjaźnić – dodał George.
     Pani Weasley właśnie tłumaczyła Hermionie i Ginny, jak wycierać naczynia, żeby nie pozostawiać na nich smug, kiedy do kuchni wszedł Łapa. Nakarmił już Hardodzioba, zajmującego duży pokój na poddaszu, napisał list do Harry’ego i był gotowy do pracy.
 - Świetnie, że jesteś, Syriuszu. Pomożesz? – zwróciła się do niego Molly. – Trzeba przejrzeć te szafki… Coś w nich podejrzanie warczało. Oby to był tylko jakiś złośliwy bogin! – Zachichotała, po czym nachyliła się w jego stronę. – Fred i George ci pomogą, dobrze? Mógłbyś mieć na nich oko? Są w trudnym okresie i strasznie rozrabiają…
     Łapa zaśmiał się głośno, co bardzo przypominało szczekanie psa, ale kiwnął potakująco głową, uspokajając Panią Weasley. Ta obdarzyła go ciepłym, choć lekko zdystansowanym uśmiechem, jakby nie do końca była przekonana, czy to był dobry pomysł.
 - Ja zajmę się korytarzem – oznajmiła im Molly. – Spróbuję zdjąć ten piekielny portret Pani Black… Próbowałeś już czegoś? – zapytała właściciela domu.
 - Wszystkiego, Molly. Ale może będziesz znać jakieś inne zaklęcia.
     Westchnęła, podwijając rękawy, po czym wyszła do holu.
 - Naprawdę masz zamiar marnować czas przy tym stole, Ron? – zapytał Łapa, po czym machnął szybko różdżką. Mebel zalśnił czystością, a przyjaciel Harry’ego wydał z siebie okrzyk radości. Bliźniacy jęknęli cicho w kącie. – A wy? – Spojrzał na Hermionę i Ginny. Kolejne machnięcie różdżką, a naczynia wyglądały jak nowe. – Lepiej pomóżcie nam z tymi szafkami… Nie wiem do końca, co się może w nich znajdować…
     Istotnie, dom Blacków krył w sobie wiele niespodzianek.
     Okazało się, że kuchenne szafki pełne były nie tylko boginów (wygonili trzy, a jeden znalazł sobie kryjówkę w pustej butelce po kremowym piwie), ale także przeróżnych magicznych owadów i przedmiotów, których działanie było z góry podejrzane. Na George’a rzucił się agresywny widelec i dopiero po interwencji Freda oraz Syriusza udało się go ujarzmić, a Ginny wyciągnęła z kredensu śliczną, porcelanową filiżankę, która ugryzła ją w rękę. Ron i Syriusz mieli dużo zabawy z podskakującymi rondlami, ale gdy z jednego z nich wyszedł ogromny, owłosiony pająk, Ronald zrobił się blady jak Krwawy Baron i powrócił do szorowania czystego stołu i przyglądaniu się dalszym porządkom z większej odległości.
     W kątach, szafkach i pudełkach były całe sterty przeróżnych przedmiotów: słoiki pełne obrzydliwych, podejrzanych substancji, sztućce różnych rozmiarów i kolorów, kieliszki i puchary ozdobione wężowym motywem (Syriusz od razu wrzucił je do dużego, czarnego worka, pełniącego rolę kosza na śmieci), garnki i rondle, filiżanki i kubki, puste butelki, a nawet ogromny półmisek z herbem Blacków, wyciąganym tylko na specjalne okazje. Nie uniknęli niespodzianek: gryzących łyżeczek, agresywnych czajników, a kiedy Hermiona chciała wyciągnąć z kąta miotłę i otrzeć ją z kurzu, ta zaczęła walić ją po głowie.
     Wszyscy ciężko pracowali, ale jednocześnie świetnie się bawili. Syriusz od razu znalazł wspólny język z bliźniakami, którzy półgłosem zdradzali mu swoje tajne sekrety.
 - Bombonierki Lesera, wiesz, Krwotoczki Truskawkowe, Wymiotki Pomarańczowe, Karmelki Gorączkowe, Omdlejki Grylażowe…
 - Omdlejki Grylażowe?
 - Świetny sposób, żeby zerwać się z lekcji. Łykasz i tracisz przytomność na kilka sekund. Zdębiały profesor wysyła cię do skrzydła szpitalnego, a ty możesz szaleć…
     Łapa zaśmiał się donośnie, a oczy błyszczały mu radością.
 - Genialne! – powiedział. – Za moich czasów nie było takich bajerów. Mieliśmy tylko łajnobomby, były bardzo popularne, i zębate frysbi… Szybko znalazło się na liście przedmiotów zakazanych Filcha, ale zawsze udawało nam się jakieś przemycić do zamku.
 - Mamy więcej magicznych dowcipów. Na przykład różne rodzaje piór: samomaczające, samoodpowiadające, samosprawdzające…
 - Albo Peruwiański Proszek Natychmiastowej Ciemności… Świetny wynalazek…
 - Lipne różdżki… Na pewno mama ci o nich opowiadała, czasem zapominamy ich zabrać z widoku i kilka razy wzięła taką do ręki, a tu bum! Gumowa kaczka.
     Na Łapę właśnie rzuciła się jakaś zakrwawiona książka kucharska, ale z pomocą bliźniaków udało im się ją szybko ujarzmić i wrzucić do pełnego już worka na śmieci.
 - Macie żyłkę do interesów – pochwalił ich Syriusz. – Myślę, że w obecnych czasach wszystkim nam przyda się trochę śmiechu…
 - Otwieramy sklep jak tylko skończymy szkołę – oznajmił Fred.
     Łapa zniżył głos do szeptu.
 - Wiecie… Gdybyście potrzebowali jakiegoś wsparcia finansowego, walcie jak w dym. Złoto w mojej krypcie Gringotta stoi nieruszane. Nie mam za bardzo co z nim robić.
 - Dzięki Syriuszu, równy z ciebie gość. – George poklepał go po ramieniu.
 - Ale na razie mamy forsę. Cichy sponsor. – Fred puścił do niego oczko.
     Już otwierał usta, żeby zapytać, kto to taki, kiedy przerwała im Pani Weasley. Weszła do kuchni, z czołem mokrym od potu i czerwonymi wypiekami na policzkach. Od razu skierowała podejrzliwe spojrzenie na bliźniaków i właściciela domu przy Grimmauld Place.
 - A co wy tam sobie szeptacie? – zapytała ostrym tonem.
 - Właśnie mówimy Syriuszowi, że tarsjusze to takie zwierzęta, które mają oczy większe od mózgu – skłamał George, bez mrugnięcia okiem. – Zupełnie jak Ślizgoni!
     Wszyscy wybuchnęli śmiechem, ale Molly zmierzyła ich chłodnym spojrzeniem.
 - Udało się, mamo? – Ginny sprytnie zmieniła temat.
 - Nie. – Westchnęła. – To musiało być niezwykle silne Zaklęcie Trwałego Przylepca, albo jeszcze jakieś potężniejsze czary. Poproszę Alastora, żeby później na to spojrzał.
 - Nie tak prosto wyplenić brud z tego domu – dodał Syriusz.
     Kiedy doprowadzili kuchnię do porządku, za oknem zapadał już zmierzch. Molly zajęła się przyrządzaniem kolacji, a wykończeni pracą rezydenci Grimmauld Place 12 zasiedli przy czystym stole w dużo lepszych nastrojach. Dom wciąż sprawiał wrażenie ponurego i milczącego, ale nie był przynajmniej już tak dołujący i niebezpieczny. I chociaż wszyscy czuli potworne zmęczenie – tym bardziej, że doskonale zdawali sobie sprawę, że to dopiero początek porządków – to czuli dziwną, pozytywną satysfakcję, płynącą z możliwości pomocy Zakonowi Feniksa, nawet w tak dziecinny i prosty sposób.
     Wieczorem z pracy wrócił Pan Weasley, przynosząc nowe wieści z Ministerstwa Magii. Na Grimmauld Place 12 przybył także Remus Lupin z małą, postrzępioną walizką i zapytał Łapy, który pokój mógłby zająć. Po raz pierwszy w Kwaterze Głównej pojawili się także Hestia Jones, Sturgis Podmore, Dedalus Diggle i Nimfadora Tonks.
 - Na Merlina! – krzyknął Syriusz, gdy się z nią przywitał. – Nimfadora?! Jak Andromeda mogła skrzywdzić cię takim imieniem?
 - Zabrakło jej chyba rad ukochanego kuzyna – odpowiedziała czarownica z szerokim uśmiechem na twarzy. – Dlatego wszyscy nazywają mnie Tonks. To brzmi o wiele lepiej.
     Lunatyk ukłonił się lekko, jak na dżentelmena przystało.
 - Remus Lupin – przedstawił się. – Nimfadora to wcale nie takie złe imię. Słyszałem już gorsze.
     Uśmiechnął się na samo wspomnienie komicznej sytuacji sprzed kilku lat, kiedy razem z Syriuszem i Peterem byli pewni, że James zamierza nazwać swojego syna „Potter, Wypłosz”. Był pewny, że Łapa również pomyślał o tym samym, bo jego spojrzenie na krótką chwilę stało się mgliste i nieobecne. Tak wiele by dał, by przywrócić życie Potterom.
 - Dzięki, Remusie. Powinieneś dać Syriuszowi kurs dobrych manier.
     Powiedziała to radośnie i z uśmiechem, a jej ciepłe, brązowe oczy rozbłysły z uciechy. Lunatyk zaśmiał się krótko, a Łapa wyszczerzył zęby, po czym wzruszył ramionami.
 - Kobiety podobno kochają zbuntowanych – stwierdził.
     Tonks przedstawiła się uroczyście pozostałym domownikom, po czym usiadła na wolnym miejscu obok Ginny, naprzeciwko Remusa. Westchnęła, zatrzepotała głową, a jej włosy z fioletowych natychmiast przybrały kolor krwistoczerwony.
 - Oooch! – wydusiła z siebie Ginny. – Jak to zrobiłaś?
 - Chciałam sprawdzić, jak to jest być Weasleyami – zażartowała Nimfadora. Molly obdarzyła ją przyjaznym, matczynym uśmiechem, po czym wróciła do przyrządzania kolacji. – Jestem metamorfomagiem. Mogę zmieniać swój wygląd kiedy tylko zechcę.
 - To bardzo rzadka umiejętność magiczna – dodał Remus.
     Przez całą kolację Tonks spełniała prośby Hermiony i Ginny, zmieniając całkowicie swój wizerunek. Pani Weasley szybko je upomniała, żeby dała młodej aurorce spokój, ale ona wcale nie wydawała się tym zmęczona. Rozsiewała dookoła siebie pozytywną aurę – jej beztroski charakter przypominał Remusowi Syriusza z lat szkolnych (bądź co bądź, płynęła w niej krew Blacków), była przy tym uroczo niezdarna (zupełnie jak Neville) i sama nie wiedziała, jak udało jej się zdać wszystkie testy niezbędne do wykonywania zawodu.
 - Najlepsze oceny miałam z maskowania – mówiła Fredowi, George’owi i Ronowi. – Z wiadomego powodu. Reszta poszła mi mniej dobrze… Bardzo pomógł mi Alastor Moody.
     Rozmowę przerwał głośny stukot w szybę. Łapa obejrzał się za ramię i prawie rzucił się do okna, kiedy rozpoznał Hedwigę, sowę śnieżną Harry’ego.
     Rozwinął szybko pergamin.

Kochany Wąchaczu, 

dziękuję za Twój poprzedni list. Wydajesz się jedynym, który chociaż stara się mnie zrozumieć. Odcięcie od wszelkich informacji i ta wciąż dokuczająca mi bezczynność są naprawdę dołujące.
     Lato w Surrey wciąż jest upalne, a Privet Drive wydaje się aż zbyt spokojne. Codziennie słucham pod oknem wujostwa mugolskich wiadomości, żeby w razie czego wyłapać jakiekolwiek sprawy związane sam wiesz czym. Prorok Codzienny też nabrał wody w usta. Bardzo chciałbym wiedzieć, co się naprawdę dzieje w naszym świecie.
     Sny wciąż mi dokuczają. Ciągle widzę, jak umiera i słyszę, jak prosi, żebym zabrał jego ciało. Marzę o tym, żeby uwolnić się od tego wszystkiego, co wydarzyło się w poprzednim roku w szkole, ale nie mam na to dobrego sposobu. Chciałbym, żebyś był teraz ze mną, bo na pewno mógłbyś mi w jakiś sposób pomóc. Mam nadzieję, że szybko uda nam się zobaczyć.
     Pozdrowienia dla Kłębolota, gdziekolwiek jesteście.
Tęsknię,
Harry

     Łapa westchnął, chowając list do wewnętrznej kieszeni szaty. Dokładnie rozumiał młodego Pottera – bezradność potrafi być naprawdę uciążliwa. Sam również bardzo by chciał, by Dumbledore pozwolił już Harry’emu przyjechać na Grimmauld Place.
 - W porządku, Syriuszu? – zapytał Remus, świdrując wzrokiem przyjaciela.
 - To Harry. – Poklepał ręką miejsce, w którym schował pergamin. – Jest dość… zdołowany… tą całą sytuacją. Uważam, że kto jak kto, ale on powinien już być tu z nami.
 - Dumbledore ma widać swoje powody, dla których wciąż pozostawia go na Privet Drive – zauważyła Molly, patrząc, jak Ron i Hermiona spuszczają wzrok na podłogę.
     Syriusz wywrócił oczami. Ufał Dumbledore’owi ponad wszystko i był posłuszny jego rozkazom, ale z niektórymi jego decyzjami po prostu się nie zgadzał. Dom Blacków przy Grimmauld Place był na pewno bezpieczny, a mimo to jego chrześniak wciąż siedział u swojego wujostwa w Surrey. Czyż nie tutaj było jego miejsce? Przy nim, swoim chrzestnym ojcu? Tutaj, gdzie lada dzień Zakon Feniksa miał zacząć walkę z Voldemortem?
 - Harry Potter – odezwała się Tonks, wyrywając Łapę z zadumy. – Bardzo chciałabym go poznać. Jaki on jest? Opowiedzcie coś o Chłopcu, Który Przeżył.
 - Jest skromnym, honorowym i bardzo odważnym Gryfonem – odparł Remus. – Po ojcu odziedziczył niezwykłą zdolność do pakowania się w przeróżne kłopoty.
 - I świetnie gra w quidditcha – dodał Łapa. – James byłby z niego dumny.
 - Zresztą, sama zobaczysz. – Lunatyk uśmiechnął się ciepło. – Molly, można jeszcze tych twoich pasztecików? Są naprawdę znakomite!

_________________________
Zrobię wszystko, byle tylko nie musieć dzisiaj wsiadać do samochodu, pomyślałam, wsiadając do samochodu. Kocham sierpniowe słońce, ale wszystko ma swoje granice.

Na kolejny rozdział trzeba będzie niestety poczekać dłużej. Wiąże się to z moim sierpniowym wyjazdem, ale mam nadzieję, że wybaczycie mi tą dłuższą nieobecność. Przyszła pora, żeby wreszcie odpocząć. Potem powrócę do dodawania rozdziałów co dwa tygodnie.

17 komentarzy:

  1. Poprzedniego rozdziału nie skomentowałam, to muszę ten ;)
    W końcu pojawiła się moja kochana pani auror! Zawsze taka pozytywna.
    Nowy dopiero za miesiąc!? Nie wiem jak ja to przeżyję, no ale miłego wyjazdu życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    Nie wiem czy kiedykolwiek komentowałam czytam tak dużo blogów, że już się gubię. Gdybym nie komentowała: Witam jestem Mekira, czytam oba Twoje blogi i oba bardzo mi się podobają :). Będę się podpisywać z konta google jako Meki ra.
    Jeśli komentowałam to wiedz że wcześniej z anonimu ;).
    A tak już adekwatnie do rozdziału to muszę powiedzieć, że świetny!
    Najbardziej chyba w całym opowiadaniu spodobał mi się pewnien wątek humorystyczny przy którym łez mi nie starczyło. "Potter, Wypłosz" chyba naprowadzi CIę na ślad wątku :D
    Zauważyłam jednak kilka błędów kanonicznych : Kłębolotem został nazwany Hardodziob dopiero gdy ponownie trafił do Hagrida w 6 części :).
    No ale nic, rozdział i tak wspaniały z niecierpliwością czekam na następny :)
    Mekira

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały :) Od 3 dni nie miałam neta i cierpiałam, że nawet nie mam jak zerknąć czy czegoś nie dodałaś... Ale bardzo się cieszę z nowego wpisu, notka świetna :) Czy mówiłam już, że kocham Syriusza? *.*

    Kocham, ściskam, całuję

    ^.^

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem ciekawa jak wybrniesz z sytuacji Remus - Tonks. I pamiętasz te wrzaski Harry'ego jak wrócił? Błagam zrób tak żeby ich nie słyszeli. Bo nie wiem czy to było słychać, ale oby nie, nie znoszę tego momentu :(
    rozdział boski.
    pozdrawiam,
    Karo

    OdpowiedzUsuń
  5. "Uśmiechnął się na samo wspomnienie komicznej sytuacji sprzed kilku lat, kiedy razem z Syriuszem i Peterem byli pewni, że James zamierza nazwać swojego syna „Potter, Wypłosz”."
    Hahaha. Pozdrowienia z podłogi.
    No nie mogę. Fajny, wesolutki rozdział :)
    Chcę więcej takich. Taa... cichy sponsor zawsze git. Też bym chciała wiedziec jak to jest być Wesleyem ;(
    Czekm na nexta.
    Jakbyś chciała to zajrzyj do mnie xD

    http://unforgettable-week-marauders-and-lily.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Na początek chciałam powiedzieć ci, że masz we mnie kolejną wierną czytelniczkę. Piszesz tak samo pięknie jak pani Rowling. Doskonale oddajesz uczucia bohaterów, ich agonie, nostalgie, uczucia. Miło jest czytać znane nam z książek wydarzenia, ale z nieco innej perspektywy. Powiem szczerze, że na twój blog trafiłam 3 dni temu i tak mnie ta historia urzekła (zwłaszcza część I), że przeczytałam go, można powiedzieć z zawrotną prędkością bo w tylko, a może aż w 3 dni...
    Czytałam, wiele opowiadań o Lily, Jamesie i Huncwotach, ale to jest najlepszym jaki do tej pory miałam okazje przeczytać...
    Kłaniam się nisko, tobie Damo Kier

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również kłaniam się tak nisko, że nisem szoruję po podłodze :)
    Zakochałam się w Twoim stylu pisania, wyobraźni i ogólnie całej historii, zwłaszcza w części 1.
    Piszę od trzech lat i doszłam do jakiegoś nawet dobrego poziomu, lecz gdy czytam Twoje rozdziały, zaraz lecę do moich i krytycznie się im przyglądam, pitem usuwam, bo w porównaniu z Twoimi są do niczego.
    Wiem, że jesteś studentką polonistyki, a ja tylko gimnazjalistką, ale kurczę, aż depresji dostaję. Potrafisz spowodować u mnie łzy i śmiech w tym samym czasie, i za to jestem Ci wdzięczna.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak pomysle jak ta historia sie skonczy to az na placz mi sie zbiera, ale kiedy przeczytam to w twoim wykonaniu to chyba pojde pociac sie lyzka. Niczego nie omijasz, trzymasz sie faktow, po prostu swietnie. Duuzo weny, dobrej pogody na wakacjach i chlodku w samochodzie ci zycze:)

    OdpowiedzUsuń
  9. To powinna być książka. Już nawet zaczynam sobie drukować rozdziały. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Twój rozdział wywołał uśmiech na mojej twarzy. A uwierz mi, że w ostatnich dniach to wcale nie jest takie łatwe. Czekam na kolejne Twoje rozdziały, a Twojego bloga dodaję do "moich czytanych" :P
    Puchonka ;>

    OdpowiedzUsuń
  11. Az mi się chce krzyczeć. Pewnie nawet nie pamiętasz z jaką pasją zawsze czytałam i komentowałam Twoje opowiadanie :) Wciąż to jest najlepsze opowiadanie potterowskie jakie czytałam. A już na pewno o moich ukochanych Huncwotach ^^
    Czytałam bardzo rzadko, komentowałam to chyba.... och, dawno, dawno temu. Ale wreszcie coś sobie tam uporządkowałam. Dalej jesteś u mnie w linkach i wreszcie przypomniałam sobie, że tęsknię jak cholera :) No i jestem.
    Do rzeczy. Jak zawsze szkoda mi Syriusza. Doprawdy nie rozumiem jakim cudem on aż tyle wycierpiał. Oj widać to po nim, widać. Niestety cały ból siedzi w nim i już nigdy nie przestanie go dręczyć. strata tak bliskiej osoby zawsze będzie boleć. Pozostaje tylko czekać aż chrześniak przyjedzie, żeby spędzić - bądź co bądź - szczęśliwe chwile. Bardzo bym też chciała, żeby relacja z Remusem jakoś się ułożyła. Jest miedzy nimi jakiś dystans. Słowa, które kiedyś zawisły w powietrzu. Iluzja, kłamstwa... ale ich przyjaźń jest tą jedyną cząstką łączącą ich z przeszłością. A James pewnie gdzieś tam w górze kibicuje im i czeka :) W końcu wszytko się ułoży,. Im należy się szczęście jak nikomu innemu.
    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pierwszy raz jestem u Ciebie, więc witam serdecznie :) Widzę, że sporo mnie ominęło, bo dużo masz notek napisanych, będzie co przeglądać długimi wieczorami, bo zdecydowanie planuję poczytać coś więcej. Sama kiedyś pisałam fanfiction, ale to było dawno temu, trochę się czasowo minęłyśmy. Teraz mnie jakoś wzięło na sentyment i do tego wróciłam... a przynajmniej do czytania o Huncwotach. Bo uwielbiam Huncwotów.
    Rozdział bardzo mi się podobał. Postaci są u Ciebie żywe, wiarygodne i kanoniczne, każdy ma swój charakter. Dom Blacków kryje wiele niespodzianek, nie dziwię się, że podczas sprzątania musieli uważać. Fajnie opisałaś relację Syriusza z bliźniakami, ech, kiedyś on też był taki radosny, ale czas i przebyte doświadczenia zrobiły swoje. Widzę, że zaczyna się relacja Remus - Tonks, ciekawe, jak to się potoczy dalej.
    Życzę udanego wypoczynku (chociaż pewnie przeczytasz to po powrocie).
    Pozdrawiam serdecznie :)
    A.

    OdpowiedzUsuń
  13. Trafiłem na Twojego bloga dwa dni temu i już przeczytałem wszystkie rozdziały. Nie mogę sie już doczekać kolejnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ech... Piękne. Czytam i czytam, i się nadziwić nie mogę ;) Chyba już Ci to pisałam, ale top jeden z najlepszych blogów, jakie czytałam ;) No i czekam na następny rozdział!!!
    Merill
    ze-swiata-magii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Czemu to musi byc takie... takie... no nie wiem :<
    To jest niedopisania w pozytywnym znaczeniu ;__;

    Zostałaś nominowana do Liebster Awards! Szczegóły są tutaj: http://dramione-tu-i-teraz.blogspot.com/2013/09/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Wreszcie coś o Nimfadorze!!! Uwielbiam ją, była jedną z moich ulubionych postaci :)
    Ten rozdział napisałaś świetnie, ale to u Ciebie normalne i nie spodziewałam sie niczego innego :)

    OdpowiedzUsuń