26 lipca 2013

97. Trudne powroty


„Długa jest droga do raju, kochanie, 
więc nie przejmuj się drobiazgami”.
Stephen King

~*~

     Syriusz Black nigdy nie przypuszczał, jak wiele zmian w życiu człowieka może zajść w ciągu jednego roku – zmian zarówno na lepsze, jak i na gorsze.
     W pierwszych dniach po ucieczce na hipogryfie Hardodziobie Łapa – chociaż bardzo daleko od swojego kraju – żył w ciągłym strachu, obawiając się, że tuż za rogiem czają się dementorzy, gotowi złożyć na jego ustach ostatni pocałunek. Jednak wraz z upływem czasu przyzwyczaił się do swojej ograniczonej wolności. Doceniał szczęście, które go spotkało, mimo tego, że wcale nie żył tak, jak żyć chciał.
     Regularnie korespondował z trzema osobami: Remusem Lupinem, Albusem Dumbledore’em oraz Harrym Potterem, i to właśnie listy od niego przynosiły Łapie najwięcej radości. Syriusz Black przez te wszystkie lata kompletnie zapomniał, jak to jest, kiedy ci na kimś zależy – i kiedy temu komuś zależy również na tobie.
     Wydarzenia związane z Turniejem Trójmagicznym zmusiły Łapę do powrotu do Anglii wiosną tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego piątego roku. Powitał to zrządzenie losu z radością pomieszaną ze strachem o Harry’ego, który został – wbrew zasadom – czwartym reprezentantem. Listy Dumbledore’a z tamtego okresu pełne były troski i niepewności, i dyrektor Hogwartu nawet nie protestował, gdy Syriusz oznajmił mu, że wraca, chcąc być na miejscu, jak najbliżej chrześniaka. Zresztą – nawet gdyby Albus miał jakieś zastrzeżenia co do tego, Łapa i tak by go nie posłuchał. Nie w tak ważnej dla niego sprawie.
     Z Gryfonem spotkał się przed trzecim i ostatnim zadaniem turnieju w Hogsmeade, gdzie Syriusz, w swojej drugiej postaci, prowadził nędzne życie ulicznego włóczęgi. Podziwiał hart ducha młodego Pottera, o którego naprawdę się bał. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi mówiły, że ktoś chce zrobić mu krzywdę – i teraz miał na ta to ostatnią szansę. Łapa miał złe przeczucia, które – niestety – urzeczywistniły się w czerwcu tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego piątego roku.
     Czarny Pan odzyskał ciało, a Harry ledwie uszedł z życiem przy spotkaniu z nim. Syriusz był razem z Gryfonem, gdy ten relacjonował Dumbledore’owi wydarzenia rozegrane na cmentarzu przy posiadłości Riddle’ów. Był wściekły, że dyrektor Hogwartu w ogóle dopuścił czternastolatka do uczestnictwa w Turnieju Trójmagicznym, ogarniała go jednocześnie straszliwa, nieopisana troska o tego chłopca, którego pokochał jak własnego syna, kompletnie rozczuliła go w opowieści wzmianka o Jamesie Potterze i ogromnie żałował, że rok temu posłuchał Harry’ego i nie zabił Petera Pettigrewa, tam, we Wrzeszczącej Chacie.
     Pewnie zrobiłby to, gdyby miał władzę nad czasem i mógł cofnąć się o rok wstecz. Ale czas – podobnie jak śmierć i przypadek – nie mają swojego pana.
     Odrodzenie Lorda Voldemorta zburzyło ponad trzynastoletni spokój w magicznym świecie. Na domiar złego Ministerstwo Magii, pod przywództwem Korneliusza Knota, nie dopuszczało do siebie myśli o powrocie Czarnego Pana, który – póki co – żył gdzieś w ukryciu, próbując uśpić czujność i planując swoje dojście do władzy. Właśnie w tym okresie Albus Dumbledore powołał na nowo organizację zwaną Zakonem Feniksa.
 - Im wcześniej zaczniemy działać, tym lepiej – powiedział Syriuszowi Dumbledore. – Knot nie jest głupi, ale kompletnie oślepiony i zakochany w stanowisku, które piastuje. Nie możemy na niego liczyć, a czas ucieka. Voldemort doskonale o tym wie.
 - Chyba znam miejsce, które nadawałoby się na Kwaterę Główną Zakonu – rzekł Łapa. – Mój dom rodzinny przy Grimmauld Place 12 w Londynie stoi pusty. Jestem ostatnim z rodu Blacków i teraz należy do mnie. Jeśli nie znaleźlibyśmy niczego innego…
     Dyrektor Hogwartu był zachwycony tą propozycją.
 - To wspaniały pomysł, Syriuszu – stwierdził z radosnym błyskiem w oczach.
     Tak więc na początku lipca tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego piątego roku Syriusz Black ponownie wrócił na Grimmauld Place 12, do domu, którego tak bardzo nienawidził.
     Ta mugolska uliczka na pierwszy rzut oka niczym nie różniła się od pozostałych w Londynie. Elegancka i utrzymana w najlepszym porządku przez mieszkańców, otoczona z dwóch stron starymi, piętrowymi, szeregowymi domami, z zadbanymi ogródkami, jakby ich właściciele toczyli między sobą nieoficjalny konkurs na najwspanialszy trawnik. Latarnie, biegnące po obu stronach wzdłuż asfaltu, zapalały się codziennie tuż po zapadnięciu zmroku i gasły wraz z nadejściem świtu. Śmieciarka wywoziła śmieci z niebieskich kubłów dwa razy w tygodniu – wtorki i piątki – punktualnie o siódmej rano. Tak, życie mieszkańców przy Grimmauld Place było uporządkowane i dopracowane w najmniejszym szczególe od zawsze, tym bardziej nikt nie mógł zrozumieć, jakim cudem na tak zadbanej uliczne mógł się zdarzyć tak potworny błąd w numeracji domów mieszkalnych.
     Otóż obok posiadłości oznaczonej numerem jedenastym, znajdował się dom z trzynastką. Listy oburzonych i zażenowanych tą „pomyłką” lokatorów do Urzędu Miasta, pełne próśb i żądań naprawienia błędu, dziwnym trafem nigdy nie docierały do władz. Bo biedni mugole nie mogli wiedzieć, że tak naprawdę wszystko jest w najlepszym porządku, a dom z numerem dwunastym wciąż stoi tam, gdzie powinien – między jedenastką a trzynastką – tyle tylko, że ukryty przed ich ciekawskimi spojrzeniami.
     Aż pewnego lipcowego wieczoru, latarnie przy Grimmauld Place nie zaświeciły. Uliczka z każdą chwilą pogrążała się w gęstniejącej ciemności, którą zakłócały tylko jarzące się jasnym blaskiem lampy w mugolskich domach. I dopiero kiedy tuż po północy zgasło ostatnie światło w oknie, Albus Dumbledore wyszedł z ukrycia i stanął przed numerem dwunastym.
 - Droga wolna – powiedział nagle starzec, nie przestając wpatrywać się w brudne okna posiadłości Blacków. Choć mówił cicho, na pustej alejce miało się wrażenie, że krzyczał. – Śmiało, możecie wychodzić. Syriuszu, tylko przypilnuj, proszę, Hardodzioba, żeby nie postawił na nogi połowy miasta, dobrze?
     Na drugim końcu ulicy pojawiły się sylwetki czterech postaci: Remusa Lupina, Alastora Moody’ego oraz Syriusza Blacka, który prowadził obok siebie potężnego hipogryfa. Zrównali się z Dumbledore’em i spojrzeli w tym samym kierunku, co on.
 - Faktycznie jest dosyć przerażający – odezwał się cicho Lunatyk.
 - Oby tylko był bezpieczny – odparł Albus. – Ważne, że go widzicie, a to co oznacza, że Zaklęcie Fideliusa działa prawidłowo. Wejdźmy do środka. – Ruszył dziarsko do przodu, po czym zatrzymał się w pół kroku. – Ktoś chyba powinien zostać na zewnątrz, żeby wskazać drogę pozostałym. Na dziś zapowiedzieli się jeszcze Hestia Jones i Weasleyowie.
 - Ja zostanę – zaoferował się Remus, patrząc kolejno na długą brodę i szpiczastą tiarę Dumbledore’a, wirujące magiczne oko Moody’ego oraz coraz bardziej niecierpliwiącego się Hardodzioba, ocierającego się o bok Łapy. – Chyba najmniej rzucam się w oczy.
     Lunatyk usiadł na metalowej barierce przy asfalcie, przyglądając się, jak dyrektor Hogwartu podchodzi do drzwi z wyciągniętą różdżką i chwilę przygląda się klamce.
 - Nie jest żarłoczna – stwierdził w końcu. – Raczej nic nam nie grozi.
     Pchnął drzwi. Jego oczom ukazał się długi, mroczny hol, milczący i zapomniany. Szedł powoli, oświetlając sobie różdżką drogę. Oglądał pokrytą grubą warstwą kurzu podłogę, obskurne ściany, z których w wielu miejscach odchodziła farba, bogato zdobiony żyrandol zwisający z sufitu, kołyszący się lekko przez podmuch świeżego powietrza z zewnątrz. Zatrzymał się w głębi korytarza, przy rozwidleniu do poszczególnych pomieszczeń i drewnianych schodach prowadzących na piętro, pokrytych szmaragdowym dywanem. Dostrzegł w kurzu odciski małych stóp, z pewnością nie ludzkich.
 - Syriuszu, czy to możliwe, żeby wciąż mieszkał tu domowy skrzat Blacków? – zapytał Dumbledore. W jego głosie odbijało się czyste zainteresowanie.
 - Och, Stworek… – westchnął Łapa. – Miałem nadzieję, że już dawno zdechł. – Zawiesił na chwilę głos. – Albusie, Hardodziob się nie zmieści w drzwiach – dodał.
- Zaraz coś na to poradzimy – odparł dziarsko dyrektor. – Alastorze, możesz się rozejrzeć po tym domu? Wydaje mi się, że póki co, nie jest do nas przyjaźnie nastawiony.
 - Jasne – odparł Szalonooki, a jego magiczne oko po chwili zaczęło wirować we wszystkie strony, znikając na jakiś czas wewnątrz czaszki. Łapa odwrócił wzrok, czując mdłości.
     Syriusz ostrzegał Dumbledore’a, że rezydencja przy Grimmauld Place wymaga gruntownych porządków, bo jego kochana rodzinka uwielbiała czarną magię. Był pewien, że szafy, szuflady i najróżniejsze zakamarki w tym domu pełne są przeróżnych, niejednokrotnie groźnych przedmiotów. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że doprowadzenie do ładu Kwatery Głównej będzie zajęciem mozolnym i długotrwałym, ale też niezwykle istotnym. Chęć dowodzenia grupą porządkową zaoferowała Molly Weasley.
 - Wygląda na to, że nie ma tu nic naprawdę groźnego – oznajmił towarzyszom Moody. – Ale warto uważać. Wyłapałem przy okazji przynajmniej jedenaście boginów, a w kuchni, za bojlerem, skrzat domowy uwił sobie gniazdko. Oprócz tego te drzwi – wskazał na pomieszczenie po prawej – chronione są jakimś paskudnym zaklęciem. Zaraz się z nim rozprawię. Co znajduje się w środku, Syriuszu?
 - O ile mnie pamięć nie myli, rodzinny gobelin. Obiecuję, że nie będę płakał, jeśli przez przypadek wysadzisz go w powietrze, Szalonooki.
     Poznaczoną bliznami twarz Moody’ego wykrzywił grymas, który spełniał rolę uśmiechu. Za ich plecami coś mruknęło złowieszczo. Dźwięk dochodził zza ogromnej zasłony, zajmującej prawie całą ścianę naprzeciwko schodów. Dumbledore zmarszczył brwi.
 - Zdaje się, że przeszkadzamy komuś w drzemce. Bo to portret, nie mylę się?
 - Być może. – Łapa wzruszył ramionami. – Nie było go tu ostatnim razem.
     Albus kiwnął głową, po czym wyciągnął różdżkę i skierował ją na drzwi frontowe. Na krótko rozbłysło różowe światło, a potem przejście zaczęło się powiększać i rozszerzać, aż było na tyle obszerne, że Hardodziob mógł bez trudu wejść przez nie do środka.
 - Powinno być mu wygodnie na poddaszu – rzucił Syriusz.
     Wtedy hipogryf, jak gdyby wiedział, że to właśnie o nim była mowa, wydał z siebie długi, donośny okrzyk radości. A potem kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie: Łapa zachwiał się, wpadając na stojący w holu stojak na parasole (kształtem przypominający odciętą nogę trolla), do środka wbiegł przerażony Remus, z różdżką gotową do ataku, a zasłony tajemniczego portretu rozwarły się i cały dom wypełnił donośny krzyk Walburgii Black, przez który Hardodziob zaczął piszczeć jeszcze głośniej, tym razem z przerażenia.
 - Złodzieje! Męty! Szumowiny bezczeszczące dom moich przodków! Wynocha! Już!
 - Miło znów się z tobą spotkać, Walburgio – rzekł spokojnie Dumbledore, ale stara kobieta z portretu wcale nie zwróciła na niego uwagi. Wpatrywała się w swojego syna, Syriusza.
 - Ty! – wrzasnęła w końcu. – Zdrajca! Hańba mego łona! Wynoś się z mojego domu!
 - To już nie jest twój dom – odparł chłodno Łapa, przekrzykując piski Hardodzioba i wyciągając z kieszeni swoją różdżkę. – Więc bądź tak miła i zamknij się!
     Mówiąc to, skierował koniec różdżki na zasłony, które zsunęły się ponownie, obsypując ich kurzem. Ze środka jeszcze przez chwilę dobiegał stłumiony głos Pani Black, ale w następnym momencie ucichł na dobre. Syriusz westchnął głęboko.
 - Czy to była… – zaczął nieśmiało Remus, głaszcząc uspakajająco hipogryfa.
 - Tak, moja matka – dokończył za niego Łapa. – Przemiła kobieta, prawda?
     Lunatyk chciał coś powiedzieć, ale nie znalazł odpowiednich słów.
 - Dla własnego spokoju sądzę, że w korytarzu powinniśmy zachowywać się wyjątkowo cicho – wtrącił Dumbledore. – Przynajmniej do czasu, aż uda nam się ściągnąć ten portret ze ściany. Remusie, zaprowadzisz Hardodzioba na poddasze? Syriusz ma do załatwienia jeszcze jedną, niezwykle istotną sprawę.
     Łapa rzucił dyrektorowi zaskoczone spojrzenie, a Lupin kiwnął głową i – wciąż pozostając w niemałym szoku po spotkaniu z Walburgią Black – ruszył na górę, prowadząc za sobą Hardodzioba.
     Dumbledore z Syriuszem weszli do kuchni. Było to duże, jasne pomieszczenie, którego centralną część zajmował podłużny, drewniany stół. Szafki, garnki, krzesła i wszystkie przedmioty były pokryte grubą warstwą kurzu, którą dyrektor Hogwartu usunął jednym, szybkim ruchem różdżki. Następnie rozpalił ogień w kominku, co sprawiło, że w kuchni od razu zrobiło się przyjemniej. Usiedli na końcu długiego stołu.
 - Trzeba będzie napełnić spiżarnię – odezwał się Dumbledore. – Molly się tym zajmie. Minie trochę czasu, nim ten dom stanie się naprawdę dla nas przyjazny.
     Dla niektórych ten dzień nigdy nie nadejdzie, pomyślał z goryczą Syriusz. Miał stąd zbyt wiele złych wspomnień, by nazywać tą posiadłość swoim domem.
 - Racja. Ale chyba nie o tym, chciałeś ze mną rozmawiać, Albusie?
     Starzec kiwnął głową i skierował na Łapę swoje bystre spojrzenie.
 - Chodzi o twojego skrzata, Syriuszu – rzekł. – Stworek, tak ma na imię? Mówiłeś, że tutaj mieszka, służył Blackom i teraz, podobnie jak cała ta posiadłość, należy do ciebie. Jeśli ma się tutaj znajdować Kwatera Główna Zakonu Feniksa, musimy zachować wszelkie środki ostrożności, aby pozostała ona tajemnicą. Musisz porozmawiać ze Stworkiem i zakazać mu przekazywania jakichkolwiek informacji o Zakonie. Najlepiej byłoby też, aby nie opuszczał Grimmauld Place. Jesteś jego prawowitym panem, więc musi cię posłuchać.
     Łapa kiwnął głową.
 - Załatwmy to od razu – powiedział. – Stworku! Stworku, gdziekolwiek jesteś, rozkazuję ci natychmiast przybyć tutaj, do mnie! – krzyknął.
     Już w następnej sekundzie w kuchni Blacków zmaterializował się – z charakterystycznym pyknięciem – mały, stary skrzat domowy. Miał jasną, pomarszczoną skórę, duże uszy, długi, haczykowaty nos i ogromne, szare oczy, które wytrzeszczył wyraźnie, gdy tylko spojrzał na Syriusza. Ten uśmiechnął się, choć był to uśmiech zimny jak lód.
 - Miło cię znów widzieć – powiedział sarkastycznie.
 - Panicz Syriusz – wyjąkał skrzat, chwytając długimi palcami swoje brudne ubranko. – Stworek… Stworek jest kompletnie zaskoczony… Stworek myślał, że pan jest wciąż w Azkabanie… Gdzie jest jego prawowite miejsce, po tym, jak okrutnie złamał serce mojej biednej pani, och, jak pani lamentowała… - dodał półgłosem.
 - Nie wiem co tam mamroczesz pod nosem i mnie to nie interesuje – przerwał mu Łapa, jednocześnie rozzłoszczony i zirytowany. – Wiem, że miałeś nadzieję, że nie żyję, albo, że co najmniej już mnie nie zobaczysz. Przykro mi. A teraz skup się i słuchaj, co do ciebie mówię.
     Rzucił przelotne spojrzenia na Dumbledore’a, który siedział wyprostowany naprzeciwko niego i przyglądał się tej żałosnej scenie. W końcu kiwnął zachęcająco głową.
 - Stworku, rozkazuję ci, abyś nie wychylał nosa poza ten dom przy Grimmauld Place 12 aż do odwołania – zaczął Syriusz. – Masz słuchać, nie przeszkadzać i najlepiej nie rzucać się w oczy. Nie wolno ci także nikomu przekazywać informacji, które być może tutaj usłyszysz. Nikomu, zrozumiałeś? Poza tym, prezentuj się jakoś… Od dziś będziesz mieć do czynienia z eleganckimi czarodziejami…
     Skrzat skłonił się tak nisko, że długim nosem prawie dotykał podłogi.
 - Jak sobie pan życzy, paniczu Syriuszu, Stworek jest posłusznym, dobrym skrzatem – powiedział głośno i wyraźnie. – Och, co za wstyd, co za nieszczęście spotkało Stworka, że musi służyć takiemu zdrajcy rodu, och, co by na to powiedziała moja biedna pani…
 - Zamknij się! – wrzasnął Łapa, który przysłuchał się dalszym słowom skrzata. Stworek natychmiast umilkł. – I najlepiej zejdź mi teraz z oczu!
 - Syriuszu, powinieneś okazać mu chyba troszkę więcej zrozumienia – powiedział łagodnie Dumbledore, kiedy skrzat znikł za drzwiami. – Żył w samotności przez wiele lat. Poza tym sam wiesz, że mieszkając tu, usłyszy naprawdę dużo o Zakonie Feniksa. Rozsądniej byłoby, gdybyście chociaż starali się utrzymywać dobre relacje.
     Łapa westchnął, wyraźnie wzburzony.
 - Ten cholerny skrzat ma tak samo nierówno pod sufitem, jak miała cała moja rodzina – odparł. – Sam go słyszałeś, Albusie. Wiesz, co jest jego jedyną ambicją? Żeby po śmierci odrąbać mu głowę i powiesić na ścianie w korytarzu, jak całemu gronu skrzatów służących Black’om przez wieki. Zakochany w czystości krwi i całej mojej rodzinie. Jego ulubieńcem był przede wszystkim Regulus. Och, jaka szkoda, że Voldemort go zabił.
 - Syriuszu, rozumiem twoje rozgoryczenie. Ale przemyśl to, dobrze?
     Za odpowiedź musiał mu posłużyć niezrozumiały pomruk.
 - Za kilka dni zwołam pierwsze zebranie reaktywowanego Zakonu Feniksa – odezwał się Dumbledore, zmieniając umiejętnie temat. – Musimy zacząć jak najszybciej działać…
 - Nareszcie! – ucieszył się Łapa. – Mam serdecznie dość tej bezczynności. Dostanę jakieś zadanie? Może trzeba będzie kogoś śledzić, pilnować?
     Pamiętał doskonale, jak Zakon Feniksa działał podczas pierwszej wojny czarodziejów, choć wydawało się, że było to co najmniej w poprzednim życiu. Pamiętał ten ciągły margines ryzyka, które podejmował z drżeniem serca, ale uśmiechem na twarzy, pamiętał tą cudowną radość, która płynęła ze świadomości, że nie jest tylko biernym widzem w przerażająco realistycznym spektaklu, tylko robi coś dla świata, coś dobrego. Działanie, wojna, adrenalina, ryzyko, tańce na krawędzi – Syriusz Black to lubił. Lubił balansować tuż nad przepaścią i zastanawiać się czy runie w dół, czy może potrafi już latać.
     Jednak lider Zakonu nie podzielał jego entuzjazmu.
 - Syriuszu – powiedział łagodnie – myślałem, że zdajesz sobie sprawę z powagi twojej sytuacji. Wciąż jesteś najbardziej poszukiwanym czarodziejem w tym kraju, zarówno przez Ministerstwo, jak i przez szeregi śmierciożerców…
 - Jestem animagiem, nikt mnie nie rozpozna w psiej postaci!
 - Wiesz, że Peter Pettigrew dołączył do Voldemorta i jestem pewien, że przekazał swojemu panu wszelkie informacje na twój temat. – Łapa zamilkł natychmiast, czując powoli ogarniającą go wściekłość. – Zrozum, Syriuszu: nie możemy aż tak ryzykować. Ty nie możesz. Musimy działać rozsądnie i ostrożnie.
 - Siedziałem w Azkabanie dwanaście lat, Dumbledore! – krzyknął Black, wstając na równe nogi ze wzburzenia i przewracając krzesło, na którym siedział. – Dwanaście lat! A teraz, kiedy znów jestem wolny od dementorów, moim więzieniem ma stać się ten dom, którego tak nienawidzę?! Nie, Albusie, nie zgadzam się na to! Chcę działać! Chcę walczyć!
     Zaciśniętą pięścią uderzył w drewniany stół, ale jego były dyrektor patrzył na ten wybuch złości spokojnie – zbyt spokojnie – co jeszcze bardziej rozwścieczyło Łapę. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem: szare, wciąż dziwnie puste oczy Syriusza przeciwko bystrym, jasnoniebieskim Dumbledore’a, groźniejszym niż zwykle, potężniejszym.
 - Przykro mi, Syriuszu – powiedział starzec, wstając. – To nie jest prośba, tylko polecenie.
     Łapa prychnął pogardliwie, zakładając ręce na piersi.
 - Kiedy Harry będzie mógł tu przybyć? – rzucił jeszcze przez ramię, kiedy Albus już otwierał drzwi prowadzące do korytarza. Zatrzymał się w pół kroku.
 - W swoim czasie, wszystko w swoim czasie – odpowiedział, a głos znów miał spokojny i opanowany. – Wiem, że regularnie korespondujecie ze sobą i muszę cię prosić, Syriuszu, abyś nie pisał mu o tym, co dzieje się w Kwaterze Głównej. Sowia poczta przestała być bezpiecznym środkiem komunikacji w magicznym świecie. To dla jego dobra. Niech na siebie uważa i nie robi głupich rzeczy. Ciebie posłucha.
     Nie odpowiedział, wsłuchując się w kroki Albusa Dumbledore’a na korytarzu. Słyszał, jak dyrektor Hogwartu jeszcze chwilę rozmawia z Remusem o przybyciu Weasleyów i kilku innych członków Zakonu, a potem – wraz z Szalonookim Moody’m – opuszcza dom przy Grimmauld Place 12. Pomyślał ze smutkiem o swoim chrześniaku, Harrym, również uwięzionym w mugolskim świecie, na Privet Drive numer cztery. Tylko on mógłby zrozumieć, co Łapa naprawdę czuje. Tak bardzo by chciał, żeby Gryfon z nim był…
 - Syriuszu – usłyszał za sobą łagodny głos Lupina. – Przez przypadek usłyszałem twoją rozmowę z Dumbledore’em…
 - Przyszedłeś prawić mi morale, Remusie?
 - Skąd. Jesteś dorosły i zrobisz, co zechcesz. – Lupin westchnął. – Ale zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, pomyśl o tych, którzy cię kochają. Pomyśl o Harrym. Dopiero odzyskał swojego ojca chrzestnego, najlepszego przyjaciela swojego ojca, którego już pokochał. Zawdzięczasz mu wolność, Łapo, i uszanuj ją.
     Syriusz zamknął oczy, ale nie podniósł głosu na przyjaciela.
 - Ty nic nie rozumiesz, Lunatyku – szepnął. – Dwanaście lat w Azkabanie, dwanaście lat więzienia we własnej głowie. Powrót, obsesja, ucieczka Glizdogona. Gdybyśmy rok temu jednak go zabili, byłbym naprawdę wolny, nie musiałbym się więcej ukrywać, a Voldemort nie odzyskałby swojego ciała, Harry byłby bezpieczny…
 - Gdybyśmy go zabili rok temu, bylibyśmy mordercami, Syriuszu. – Remus westchnął. – Nie wiem, gdzie zaprowadzi nas ta droga, ale jestem pewien, że stąpamy właściwą.
     Łapa spojrzał przed siebie. Brudne okno wychodzące na uliczkę Grimmauld Place rozjaśniało się powoli – wstawał kolejny świt, kolejny upalny dzień lipca. Jak długo będzie musiał patrzeć na wschód słońca właśnie w ten sposób? Dlaczego nikt nawet nie próbuje go zrozumieć, postawić się w jego sytuacji? Dlaczego życie nie było dla niego sprawiedliwe?
 - Wiesz, Syriuszu, myślę, że James też zgodziłby się ze mną – odezwał się Lunatyk, a Łapa poczuł bolesne ukłucie w sercu na samą myśl o zmarłym przyjacielu.
 - James uważał, że bez ryzyka nie ma zabawy – rzucił Black.
 - James ponad zabawę stawał bezpieczeństwo własnej rodziny. Przez ostatnie dni swojego życia też nie opuszczał Doliny Godryka, pamiętasz? Wiedział, co jest ważniejsze.
     Z bezsilności, żalu i smutku opadł na krzesło i schował twarz w dłoniach. Wiedział, że Remus nie gra fair i nie powinien tego mówić, ale jednocześnie był pewien, że po tych słowach nie będzie potrafił sprzeciwić się woli Dumbledore’a. Bo chociaż Rogacz nie żył od czternastu lat, jego nieobecność wciąż Syriusza ogromnie bolała.
 - James chciałby, żebyś opiekował się jego synem – dodał Lupin. – Harry cię potrzebuje.
     W końcu – przytłoczony słowami Lunatyka i własnym losem – kiwnął potakująco głową. Remus wyraźnie się rozluźnił i położył dłoń na ramieniu przyjaciela. W pierwszej chwili Łapa miał ochotę ją strącić, ale nie zrobił tego tylko ze względu na to, kim dla niego był Remus Lupin.
     Czy to możliwe, żeby mimo czternastu lat człowiek wciąż czuł w sobie tak uciążliwy i przejmujący ból? I to wciąż tak samo intensywny, a może nawet jeszcze bardziej?
     Tak – i Syriusz Black był tego najlepszym przykładem.

_________________________
Rozdziały co dwa tygodnie powinny Was zadowolić :)

9 komentarzy:

  1. Dzień dobry pani:)
    Masz piękny szablon, uwielbiam takie delikatne kolory:)
    Notka bardzo smutna i wzruszająca, ale i tak mnie ujęła, bo masz ogromny talent do pisania.
    Uwielbiam Syriusza, naprawdę przekonująco go przedstawiasz:D
    Pozdrawiam:)
    PS Dałam link do swojego bloga w Spamowniku, jest o Lily i Huncwotach, może się zainteresujesz? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdzialik boski :) dziękuję za nową notkę tak szybko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeskoczyłaś akcję, podejrzewam że dlatego, że gdybyś tego nie zrobiła, rozdziały nie wniosłyby nic do opowiadania. I dobrze, chociaż trochę zdezorientowała mnie ta szybkość wydarzeń, a poprzedni rozdział bardzo przypominał książkę, jak i film ;)

    Teraz zaczyna się najlepsza część - Zakon Feniksa! :D

    Cieszę się, że tutaj wróciłaś. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Popłakałam się, ale u mnie to norma. Rozdział był wspaniały, jestem bardzo ciekawa, jak napiszesz dalszą akcje:)
    Pozdrawiam,
    Lilka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach, Twoje opowiadanie właśnie dotarło do momentu kiedy permanentnie mnie dołuje, bo Syriusza jest mi bardzo żal. On i Remus byli chyba najbardziej pokrzywdzonymi przez los postaciami w całej serii. No Remus miał nieco lżej, ale też różowo nie było.
    Wiesz, że uwielbiam Twój styl! :) Świetnie to wszystko przedstawiasz!

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne. Mam już konto google więc mogę dodawać tu komenty. Szkoda mi Syriusza :<
    Oczywiście, że może być co 2 tyg. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chłonęłam każde najmniejsze słowo, każdy przecinek i spację... Kocham Twoje opowiadanie :) Wciąż mam wrażenie, że Twój powrót to sen, piękny, cudowny sen *.*
    Rozdział wspaniały :) Kocham Remusa, jego mądrość, dobór właściwych słów :) I Syriusza, za to, że tak pamięta... Wspaniale go kreujesz :)
    Czekam na dalszy bieg wydarzeń :) Już nie mogę się doczekać opisu Zakonu z perspektywy Syriusza :)

    Pozdrawiam, ściskam i całuję

    ^.^

    OdpowiedzUsuń
  8. Dojrzewałam z powieścią J.k Rowling. Czytając ją od 12 roku życia, kończac kiedy miałam 16 jak już dostałam ostatni tom w ręce. Uważam tę sagę za część siebie, pokazałam mi tak wiele. Ostatnio dużo wspominałam i po kilku latach wróciłam do poszczególnych tomów. O dziwo pamiętałam też swoje odczucia gdy czytałam je po raz pierwszy. Nigdy wcześniej nie szukałam blogów o tej tematyce, ale teraz uznałam że chciałabym przeżyć to jeszcze raz. Zawsze żałowałam że J.K Rowling nie wydała książki o życiu huncwotów. Twój blog był trzecim na jakiego weszłam i jedynym na którym pozostałam. Czytam Twoje opowiadanie od kilku tygodniu( jak pozwala mi czas) i w koncu doszłam do tej notki. Nie chciałam komentować wcześniej , ale teraz muszę. masz talent dziewczyno. Mam nadzieję że kiedyś kupię książkę Twojego autorstwa w ksiegarniu i będę mogła powiedzieć że byłam jedną z tych którzy docenili Cię zanim usłyszał o Tobie świat. A usłyszły na pewno :) Dziękuję że pozwoliłaś mi przeżyć tę hisorię jeszcze raz, pomimo iż w niektórych sytuacjach wiemy jak dalej potoczy się przyszłość bohaterów Ty pokazałaś mi jak mogła wyglądać historia Lily, Jamesa i reszty. Gdybym teraz przeczytała fragment pierwszego tomu Harry'go Pottera, w którym dambledore potwierdza pogłoski które słyszłam minewra że lily i James nie żyją na pewno poczułabym żal, którego nie czułam czytając tę książkę po raz pierwszy. raz jeszcze dziękuję i przepraszam że tak się tutaj rozpisałam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam Twój talent bo jest naprawdę ogromny. Moze pomyslisz o napisaniu książki? Jeśli kiedyś jakąs napiszesz- o dowolnej tematyce, chocby to miałaby byc nawet ksiązka kucharska- pierwsza polece do ksiegarni, aby ją kupic.

    OdpowiedzUsuń