17 września 2013

99. Przeciwko Czarnemu Panu

     - Zebraliśmy się tutaj – odezwał się Albus Dumbledore, a głosy, które jeszcze chwilę temu wypełniały kuchnię przy Grimmauld Place numer dwanaście natychmiast ucichły – aby wspólnie, w ramach działalności Zakonu Feniksa, podjąć walkę przeciwko Siłom Ciemności. Walkę, którą Ministerstwo Magii za sprawą Korneliusza Knota zlekceważyło.
     Kilka osób pokiwało ochoczo głowami.
     Był ciepły, lipcowy zmierzch. Chociaż Zakon Feniksa zaczął swoją działalność już przeszło dwa tygodnie temu, dopiero teraz udało się zorganizować pierwsze, wspólne spotkanie w Kwaterze Głównej. Dookoła drewnianego, wyszorowanego stołu zasiedli czarodzieje, którzy chcieli mieć czynny udział w walce z Lordem Voldemortem.
     Chociaż wszystkie oczy zebranych wpatrzone były pilnie w Dumbledore’a, Syriusz czuł na sobie od czasu do czasu przeszywające spojrzenia. No tak, pomyślał, dla większości z nich wciąż jestem zbiegłym z Azkabanu mordercą. Z jednej strony miał gdzieś, co o nim myślą – od dawna był wolnym strzelcem, pozbawionym trosk rzeczywistości – z drugiej bardzo chciał, żeby dyrektor Hogwartu wreszcie wyjaśnił wszystkim, że zbrodnię, za którą został skazany, popełnił Peter Pettigrew, uznawany za zmarłego.
     Siedział pomiędzy Remusem Lupinem a Szalonookim Moodym i ze wszystkich sił starał się skupić na głosie Dumbledore’a.
 - Wszyscy jesteśmy po tej samej stronie. – Omiótł wzrokiem zgromadzonych, na dłuższą chwilę zatrzymując się na Syriuszu i Snape’ie. – I, tak jak poprzednio, oczekuję od was wszystkich wzajemnego zaufania. Powtarzałem to tysiąc razy i powtórzę raz jeszcze: będziemy na tyle silni, na ile będziemy zjednoczeni i na tyle słabi, na ile będziemy podzieleni.
     Łapa obrzucił Severusa pogardliwym spojrzeniem.
 - Pora, abyśmy się wzajemnie poznali. Profesor Minerwa McGonagall.
     Wszystkie oczy skierowały się w kierunku czarownicy w długiej, szmaragdowej szacie. Syriusz nie mógł powstrzymać uśmiechu – właśnie tak zapamiętał opiekunkę Gryfonów, z jej groźnym spojrzeniem, włosami upiętymi w ciasny kok i wąską linią ust.
 - Aberforth, mój brat i barman w Gospodzie pod Świńskim Łbem.
     Czarodziej o błękitnych oczach kiwnął lekko głową.
     W ten sposób Dumbledore przedstawił większość ze zgromadzonych. Po Aberforthcie wymienił Elfiasa Doge’a, Dedalusa Diggle’a, Mundungusa Fletchera, Artura i Molly Weasleyów, oraz ich dwóch synów: Charliego i Billa, profesora Filiusa Flitwicka i profesor Pomonę Sprout, Severusa Snape’a, Kingsleya Shacklebolta, Sturgisa Podmore’a, Nimfadorę Tonks („Wystarczy Tonks, naprawdę!”), Remusa Lupina („Który zgodził się być naszym tajnym wysłannikiem wśród społeczności wilkołaków”), Alastora Szalonookiego Moddy’ego, aż wreszcie doszedł do Łapy.
 - Syriusz Black – powiedział, trochę głośniej niż wcześniej. Czarodzieje odwrócili głowę w jego stronę; kilku, w tym profesor Sprout i Elfias Doge, zakryli sobie usta dłonią, natomiast twarz Snape’a wykrzywił pogardliwy grymas. – I tu należy się trochę więcej słów wyjaśnienia. Syriusz nie popełnił zbrodni, za którą został zesłany do Azkabanu. Nigdy nie zdradził Potterów, bo nigdy nie był ich Strażnikiem Tajemnicy. Był nim Peter Pettigrew.
 - Peter Pettigrew? – zapytał Kingsley. – Ależ on nie żyje!
 - Żyje – odparł ponuro Łapa. Na samo wspomnienie Glizdogona poczuł w sobie dziwną chęć zniszczenia czegokolwiek, co miał pod ręką. – I ma się całkiem nieźle, niestety.
 - To on był Strażnikiem Tajemnicy Lily i Jamesa – dopowiedział Dumbledore. – Jednak przeszło rok temu wymknął się z Hogwartu, wymykając się tym samym z rąk sprawiedliwości, więc czarodziejski świat nie poznał prawdy. Uciekł, by połączyć się ze swoim panem. Harry widział go na cmentarzu w tę noc, w którą Voldemort się odrodził.
     Syriusz zacisnął pod stołem dłonie w pięści. Wciąż do końca nie mógł pogodzić się z tym, że Glizdogon nie padł trupem, wtedy, we Wrzeszczącej Chacie. Być może gdyby tak się stało, Czarny Pan nie miałby szansy się odrodzić i nie byłoby go tutaj…
 - …i zgodził się poświęcić swój rodzinny dom na Kwaterę Główną Zakonu – ciągnął Dumbledore. Łapa z wielkim trudem znów skupił się na jego słowach. – Syriuszu, tak się składa, że Kingsley kieruje twoim pościgiem w ministerstwie. Będziemy mogli mieć stale pod kontrolą najnowsze informacje na temat miejsca, w których rzekomo się ukrywasz.
     Czarnoskóry czarodziej z kolczykiem w uchu uśmiechnął się do Łapy z drugiego końca stołu, a on odpowiedział mu tym samym.
 - Kilka osób, z przyczyn niezależnych, nie mogło wziąć udział w spotkaniu. Arabella Figg zgodziła się mieć przez ten wieczór oko na Harry’ego w Surrey, a Rubeus Hagrid wraz z Madame Maxime wyruszyli pod koniec czerwca z orędziem do olbrzymów.
     Dumbledore usiadł i omiótł wzrokiem całe pomieszczenie.
 - Uznaliśmy, że tym razem na członkostwo w Zakonie Feniksa narzucimy ograniczenie wiekowe. Tylko pełnoletni czarodzieje, tacy, którzy ukończyli już szkołę, mogą do niego należeć. Nie spodobało się to niektórym z naszych bliskich – tu spojrzał przelotnie na Molly i Artura Weasleyów – ale proszę, by wszelkie działania podjęte przez Zakon pozostały tajemnicą. Tyczy się to również Harry’ego. Niech wie tyle, ile wiedzieć musi.
     Łapa zauważył, jak Molly kiwa ochoczo głową, zgadzając się z Dumbledore’em. On sam podchodził do tego raczej chłodno. Uważał, że Harry powinien zdawać sobie sprawę z czyhającego na niego zagrożenia. Był na tyle silny, że z pewnością uniósłby ten ciężar. Już wyobraził sobie jego rozczarowaną minę na wieść o tym, że niczego się nie dowie…
 - Plan Voldemorta zawiódł – ciągnął Dumbledore. Niektórzy czarodzieje znów wzdrygnęli się nieznacznie, słysząc to imię. – Harry przeżył, wrócił do Hogwartu i opowiedział nam, co wydarzyło się na cmentarzu. Wkrótce i ministerstwo przekona się, że Lord Voldemort powrócił. Ale my nie możemy tracić czasu, musimy zacząć działać, bo Czarny Pan już to robi, i to tuż pod nosem Korneliusza Knota…
 - Werbuje śmierciożerców? – zapytała Tonks.
 - Nie tylko ich – odpowiedział jej Szalonooki Moody. – Podczas pierwszej wojny stali za nim nie tylko czarodzieje, ale także różne magiczne stworzenia: dementorzy, inferiusy, olbrzymy… Miał im do zaoferowania o wiele więcej niż my.
 - Oczywiście, masz rację, Alastorze – zgodził się Dumbledore – ale jest coś jeszcze.
     W kuchni przy Grimmauld Place dwanaście zapadła pełna napięcia cisza. Syriusz słyszał wyraźnie bicie swojego serca i coś jeszcze, coś jakby cichy, delikatny brzdęk… Poczuł mdłości, kiedy zrozumiał, że to dźwięk wydawany przez magiczne oko Moody’ego.
 - Piętnaście lat temu Voldemort chciał zabić Harry’ego przez część przepowiedni, którą podsłuchał jeden z jego zwolenników. Mówiła ona o chłopcu zrodzonym, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca, chłopcu, którego rodzice trzykrotnie oparli się Czarnemu Panu. Chłopcu, który będzie miał moc pokonania go. – Molly Weasley wciągnęła głośno powietrze do płuc, a Tonks była tak zaciekawiona słowami byłego dyrektora, że siedziała na samym końcu kuchennego krzesła. – Voldemort dowiedział się o istnieniu dalszej części przepowiedni… I bardzo chce ją poznać. Dlatego naszym głównym i najistotniejszym zadaniem, ważniejszym od śledzenia śmierciożerców, będzie strzeżenie Sali Przepowiedni w Departamencie Tajemnic. Nie wiem jeszcze w jaki sposób, ale jestem pewien, chociaż jeszcze nigdy tak bardzo nie pragnąłem się mylić, że Voldemort będzie chciał ją wykraść.
 - Możemy ustawić warty – zaproponował Artur po chwili dyskusji na temat wariantów wkradnięcia się do ministerstwa. – Sami-Wiecie-Kto ma tam swoich ludzi…
 - A jakim posłużysz się wytłumaczeniem, jeśli ktoś cię zapyta, co tam robisz?
 - No… Może Zaklęcie Kameleona rozwiąże problem…
 - Zaklęcie Kameleona nie jest do końca bezpieczne i łatwo je odkryć – wtrącił Moody. – W przeciwieństwie do peleryny-niewidki, a tak się składa, że takową dysponuję.
     Po ustaleniach związanych z wartami w Departamencie Tajemnic, dokładnym przestudiowaniu mapy gmachu Ministerstwa Magii oraz określeniu słabych i mocnych punktów, zaczęli uzgadniać dyżury na Privet Drive w tym tygodniu. Następnie Dumbledore wysłuchał z największą uwagą nowych informacji na temat działań śmierciożerców, a na koniec pożalił im się, że ma poważne problemy w znalezieniu nowego nauczyciela obrony przed czarną magią. Lupin skomentował to głośnym westchnięciem.
 - Nie ma się co dziwić – rzekł do Syriusza i Tonks, kiedy wszyscy zaczęli podnosić się ze swoich miejsc. – Prześledźmy losy chociażby czterech ostatnich: jeden martwy, czyli Quirrell, następny – Lockhart – pozbawiony pamięci, kolejny, czyli ja, wylany, i ostatni, prawdziwa bomba: groźny śmierciożerca udający eks-aurora.
     Łapa parsknął śmiechem, ale chwilę później spoważniał.
 - Lepiej, żeby Dumbledore znalazł kogoś na czas – rzekł. – Bo jeśli tego nie zrobi, mogę się założyć, że wtrąci się ministerstwo. A to tylko pogorszy całą sprawę.
     Pani Weasley zabrała się za przygotowywanie kolacji, podczas gdy niektórzy członkowie Zakonu już opuszczali Kwaterę Główną. Syriusz po skończonym spotkaniu wyszedł szybko na poddasze, żeby nakarmić Hardodzioba. Po drodze natknął się na Freda, George’a i Ginny z minami niewiniątek, i był pewny, że próbowali podsłuchać zakończone właśnie zebranie (Fred wspominał mu ostatnio o czymś, co nazwał Uszami Dalekiego Zasięgu). Puścił do nich oczko, mijając na schodach Stworka, który – jak zwykle – mruczał coś pod nosem.
     Kiedy wracał już z powrotem do kuchni, by wraz z Weasleyami, Lupinem i Tonks zasiąść do stołu, w korytarzu natknął się na Snape’a.
 - Zabłądziłeś, czy szpiegujesz? – zapytał jakby od niechcenia Łapa.
 - Panuj nad sobą, Black – odparł chłodno Mistrz Eliksirów. – Tak się składa, że mam coś do zrobienia poza murami tego… budynku… który nazywasz domem.
     Syriusz zaśmiał się pogardliwie. Nigdy nie nazwał i nie nazwie Grimmauld Place numer dwanaście swoim domem. Był jedynie jego właścicielem, nie domownikiem.
     „I więźniem”, odezwał się w jego głowie cichy, niechciany głosik.
 - W takim razie idź i załatwiaj swoje sprawy, Smarkerusie. – Łapa minął go, ale kilka kroków dalej rzucił jeszcze przez ramię: – Aha, i pozdrów ode mnie Voldemorta.
     Wargi Severusa wykrzywił grymas, który miał spełniać rolę uśmiechu.
 - Gdybyś ostatnich dwunastu lat nie spędził w Azkabanie, Black, pomyślałbym, że Potter od ciebie nauczył się tej arogancji, lekceważenia reguł i braku szacunku do innych. – Uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Ale zapomniałem, że taką samą szumowiną był jego ojciec.
 - Jak nazwałeś Jamesa?!
     Krew zawrzała w nim na nowo, kumulując wszystkie negatywne emocje z tego dnia: bezsilność, związaną z przesiadywaniem w tym ponurym domu, tęsknotę za Harrym, złość na Glizdogona i setki innych uczuć, o których istnienia nie miał dotąd pojęcia.
     Nie marnował nawet czasu, żeby wyciągać różdżkę – podszedł do Snape’a, wygrażając mu pięściami, pragnąc zrobić mu krzywdę, zadać ból, by pożałował swoich wcześniejszych słów.
 - Nazwałem go szumowiną, Black – powtórzył cicho Snape. W prawej ręce już trzymał swoją różdżkę. – Czyli tym, kim był naprawdę…
 - Ty…
 - A co tutaj się dzieje?
     Łapa sięgnął za pazuchę w tym samym momencie, w którym w przedsionku pojawiła się Molly Weasley. Spojrzała krytycznie na Snape’a, którego różdżka wycelowana była w twarz Syriusza, i na Łapę, który już odgarniał szatę, aby wydobyć swoją.
     Black zmusił się do sztucznego uśmiechu. Wyprostował się, klepiąc miejsce, gdzie spoczywała różdżka i odwrócił się w kierunku pani Weasley, której oczy wciąż ciskały iskry.
 - Taka tam pogaduszka starych znajomych z Hogwartu, Molly.
     Nie wyglądała, jakby przekonała ją ta odpowiedź, ale nim cokolwiek z siebie wydusiła, Severus Snape odwrócił się na pięcie i odszedł, a długa, czarna szata powiewała za nim niczym skrzydła nietoperza. Syriusz nie chciał zostawać sam na sam z rozgniewaną panią Weasley, więc – próbując się uśmiechnąć – wycofał się do kuchni, skąd dochodziły już przyjemne zapachy, od których ściskał mu się łaknący posiłku żołądek.
 - Co z tobą, Łapo? Co się stało? – zapytał Remus, gdy naburmuszony Syriusz usiadł przy stole i natychmiast porwał z tacy jabłko, by zatopić w niej zęby.
 - Nic – odpowiedział, odgryzając kawałek owocu.
     Czuł, że to sprawa wyłącznie pomiędzy nim, a Snape’em.

~*~

     Syriusz był pewny, że nie może spotkać go nic gorszego od powrotu do rodzinnego domu Blacków przy Grimmauld Place numer dwanaście, ale się mylił. Siedzenie w Kwaterze Głównej i brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia, jakiegokolwiek pożytecznego zajęcia, czyli innymi słowy – bezczynność i bezradność wobec świata – ciążyła mu o wiele bardziej, niż się spodziewał. Został odsunięty na bok dla dobra Zakonu, dla własnego dobra, a on po raz kolejny i nie ostatni zatęsknił za wolnością w czystej postaci.
     Gdyby chociaż miał możliwość wyjścia na dwór w swojej drugiej postaci… Ale nie, Glizdogon z pewnością zadbał o to, by Czarny Pan dowiedział się o magicznych zdolnościach Łapy. Mógł się założyć, że Peter wyśpiewał mu wszystko, co wiedział – i to nie tylko o nim, ale również o Harrym i Weasleyach, z którymi żył przecież dwanaście lat.
     Żeby trochę go rozweselić, do domu przy Grimmauld Place wprowadził się Remus. Nie miał jednak zbyt wiele czasu – wciąż był zajęty sprawami Zakonu, zbieraniem informacji o społeczności wilkołaków i pilnowaniem Harry’ego. Syriusz zazdrościł mu tego wszystkiego. Słuchał z uwagą jego opowieści i łaknął nowych wiadomości, żywiąc się nimi i ciągle zadręczając, że nie może zrobić nic więcej. Do Kwatery Głównej często wpadała również Tonks – zawsze przewracała stojak na parasole, a jej przeprosiny roznosiły się po całym domu wraz z krzykiem Walburgii Black. Żeby zająć czymś ręce, pomagał w porządkach rezydencji Blacków, gdzie razem z Ronem, Hermioną, Ginny i bliźniakami walczył z owadami, boginami, kurzem i tajemniczymi, niebezpiecznymi przedmiotami, na które wciąż można się było natknąć. Doprowadzili już do porządku większość sypialni i strych, ale wciąż pozostał im salon, który sprawiał wrażenie najbardziej wrogo nastawionego.
 - Weźmiemy się za niego w przyszłym tygodniu – powiedziała Molly, ocierając pot z czoła po zmaganiu z kąsającym dywanem.
     Ale na początku sierpnia okazało się, że wszystkie plany trzeba odłożyć na później.
     Na Grimmauld Place numer dwanaście właśnie trwała kolacja. Weasleyowie – z wyjątkiem Artura i Billa, którzy wciąż byli w pracy – oraz Hermiona, Remus, Tonks i Łapa, kończyli właśnie pudding i mięsną galaretkę, rozmawiając o dzisiejszych sukcesach.
 - W każdym razie wkrótce potem Kingsley dostał „oficjalną” wiadomość – relacjonowała wydarzenia Nimfadora – że widziano Syriusza w małej, walijskiej wiosce. Wysłano tam patrole, a całe biuro spędziło pół dnia na analizowaniu nowej mapki. – Zachichotała, odpychając od siebie pusty talerz. – No, a wy jak spędziliście dzień?
 - Och, było wspaniale! – burknął Łapa, nim zdołał ugryźć się w język. – Ja uczestniczyłem w bardzo emocjonującym wydarzeniu… zdołałem naprawić wszystkie krzesła w kuchni, niektóre już strasznie się chwiały.
     Remus rzucił mu dziwne spojrzenie: coś pomiędzy złością a politowaniem, ale nim ktokolwiek zdołał skomentować słowa właściciela domu przy Grimmauld Place numer dwanaście, uwagę wszystkich pochłoną jasny, bijący błękitnym światłem blask, który właśnie materializował się nad drewnianym stołem. Jakby za sprawą magicznej różdżki, w pomieszczeniu zapanowała pełna napięcia, denerwująca cisza.
 - Och! – krzyknęła Molly, gdy patronus przybrał kształt łasicy. – To wiadomość od Artura!
 - Właśnie dowiedzieliśmy się, że Harry’ego i jego kuzyna zaatakowali dementorzy – powiedziała łasica głosem Pana Weasleya. – Ministerstwo Magii chce wyrzucić Harry’ego ze szkoły, bo użył Zaklęcia Patronusa. Dumbledore już interweniuje u Knota.
     Srebrzysty kształt rozpłynął się w powietrzu, przez co kuchnia wydawała się jeszcze mroczniejsza i chłodniejsza niż wcześniej. Przez chwilę nikt nie zdołał się odezwać; Molly zamarła ze ścierką w ręce, wciąż wpatrując się w punkt, gdzie zniknął patronus.
 - Dementorzy? – wydusił w końcu Lupin. – W Surrey? Na Privet Drive?
 - Nie mogą go wyrzucić! – Hermiona zerwała się na równe nogi. – Prawo wyraźnie mówi, że nawet niepełnoletni czarodziej może się bronić w wypadku zagrożenia życia!
     I wyleciała z kuchni, żeby sprawdzić to w podręczniku.
     Ginny siedziała z lekko rozchylonymi ustami i nawet Fred z George’em zamilkli, zbyt oszołomieni informacją od swojego ojca. Syriusz, po chwili otępienia, zaczął głośno myśleć.
 - Czy Harry dostał już kiedyś ostrzeżenie z ministerstwa? – zapytał Rona. – Użył już kiedyś czarów poza szkołą?
 - No… taak – wyjąkał Ron. – To znaczy… nie do końca. Bo w drugiej klasie to był Zgredek, domowy skrzat, który nie chciał, żeby Harry wrócił do Hogwartu… Dostał wtedy list z ministerstwa. No a w trzeciej klasie stracił nad sobą kontrolę i nadmuchał swoją ciotkę, ale sam Minister Magii mu to darował… – Spojrzał z nadzieją najpierw na Lupina, potem na Łapę. – Ale nie mogą go wyrzucić, prawda? Hermiona ma rację, jest jakaś luka w prawie?
     Lunatyk westchnął, przeczesując dłonią rzadkie włosy.
 - Teoretycznie, Ron – rzekł. – Ale jeśli się nie mylę, w tych okolicznościach Knot zrobi wszystko, co może, żeby upokorzyć Harry’ego i wyrzucić go z Hogwartu. Dowodziłoby to, że naprawdę jest niezrównoważony i niebezpieczny, co wpaja ludziom ministerstwo.
 - Przecież to nieprawda! – oburzyła się Ginny.
     Remus uśmiechnął się do niej smutno.
 - Ty to wiesz i wiemy to my wszyscy. Ale Korneliusz…
     Przerwał, gdy w tym samym miejscu, w którym kilka minut temu pojawił się patronus Artura, nagle zapłonął ogień. Ginny pisnęła, odsuwając krzesło, ale w następnym momencie czerwony płomień zniknął, pozostawiając na stole mały kawałek pergaminu.
 - To od Dumbledore’a – powiedziała Tonks. Wzięła go do ręki i rozprostowała, po czym głośno odczytała. – Ministerstwo postanowiło zorganizować przesłuchanie w sprawie nadużycia czarów przez Harry’ego. Odbędzie się ono dwunastego sierpnia w gmachu ministerstwa. Naszym najważniejszym zadaniem będzie teraz przetransportowanie pana Pottera z Privet Drive na Grimmauld Place. Niech jak najszybciej w Kwaterze Głównej pojawi się Alastor (mogą go sprowadzić Remus i Tonks). Jest jeszcze postscriptum… Powiedzcie Syriuszowi, żeby napisał do Harry’ego list, w którym poprosi chrześniaka, żeby został w domu wujostwa i był ostrożny. Jego z pewnością posłucha.
     Tonks odłożyła pergamin i spojrzała na zamyślonego Remusa.
 - Cóż… Chyba będziemy musieli odwiedzić Szalonookiego – powiedziała, siląc się na beztroski ton. Łapa skierował na nią swoje spojrzenie.
 - Odwiedzić Moody’ego w jego domu? Nocą? – Nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu. – Rety, to samobójstwo. Wolałbym wkraść się do Gringotta.
 - Nie marudź, tylko napisz do Harry’ego – odparł Remus, podsuwając mu pergamin.
 - Taak… Tak, już skrobię.
     Molly dopiero teraz odzyskała głos.
 - Zaraz, zaraz – powiedziała, siadając przy stole i patrząc groźnie na każdego po kolei, jakby oni byli temu winni. – Kto miał dziś mieć oko na Harry’ego na Privet Drive?
     Syriusz, Remus i Tonks wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
 - Zdaje się, że Mundungus – rzekł nieśmiało Lunatyk.
 - Uduszę tego włóczęgę! – wrzasnęła Pani Weasley, ciskając ścierkę na środek stołu.

________________________________
Wybaczcie poślizg, ale... tak wyszło, jakkolwiek banalnie to brzmi.
Data nowego rozdziału w aktualnościach po lewej jest umowna - nie obiecuję, że rozdział setny (!) pojawi się dokładnie tego dnia.

42 komentarze:

  1. Super roździał:) Świetnie piszesz:D Przyznam , że nie mogę się doczekać kiedy coś zacznie się dziać między Lupinem , a Tonks:) No i oczywiście ciekawi mnie jak opiszesz śmierć Syriusza , ale do tego jeszcze sporo czasu:D Życzę dużo weny i już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, wreszcie się doczekałam :) Zaraz przeczytam. O matko, to już prawie sto rozdziałów! Pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooch, to jest fantastyczne! Ciekawe, jak będzie u Moody'ego... :) No i Mundungus :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetnie!! Syriusz i Snape jak zwykle... zachowują się jakby nigdy nie skończyli szkoły. I trzymam kciuki za Molly, niech go udusi i to lepiej jak najszybciej xD
    Pozdrawiam i życzę weny ^-^

    OdpowiedzUsuń
  5. Syriusz i Severus chyba sie cofneli w rozwoju jak dla mnie. Liczylam na wiekszy rozlew krwi i latajace mozgi:D Ale jak na razie to mi zupelnie wystarczy.
    Duuuzo weny i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszesz jak zwykle świetnie :) "Pojedynek" słowny między Sevem i Syriuszem- majstersztyk! :) Ogólnie, rozdział jest wspaniały :) Czekam na kolejny

    Ściskam, pozdrawiam i całuję

    ^.^

    OdpowiedzUsuń
  7. Twój blog jest najlepszy ze wszystkich jakie do tej pory czytałam :)

    Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś niesamowita.. Piszesz genialnie w 3 dni przebrnęłam przez wszystko.. Śmiałam się z żartów huncwotów i płakałam na śmierci Lily i Jamesa...
    Masz ogromny talent .. nie mogę doczekać się nowej notki !

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam prawie wszystkie Twoje notki ze wszystkich serii. Najbardziej kocham Huncwotów, gdy są w Horwardzie, a u Ciebie byli świetni, choć Lily i jej kumpelki były strasznie matowe, sztuczne i bezradne. Za mało było też uczuć chłopaków względem nowych dziewczyn (nie licząc James'a - on miał ich wręcz nadmiar).
    Zakon Feniksa wypadł naprawdę fajnie, choć w scenie śmierci za szybko się wszystko potoczyło, za mało odczuć. Ślub był natomiast obładowany nadmiarem lukru. Brakowało niepewności itp. - nawet najbardziej zakochani w sobie ludzie ją mają.
    Bardzo podobała mi się część o szukaniu tożsamości. Świetne, ale bardzo mało notek, a to był prawie cały rok szkolny!
    Ta też mi się bardzo podoba, do niej nic nie mam.
    Uwielbiam Twoje opowiadania. Są cudowne. Piszesz lekko i płynie, z łatwością dobierasz słowa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, nareszczie przeczytałam cały twój blog od początku, aż do teraz. Zajęło mi to 4 dni. Na szczęśie teraz jestem na bieżąco!
    Fajny rozdział, mam nadzieję, że rozdział pojawi się niedługo...
    Pozdrawiam
    Zgredek

    OdpowiedzUsuń
  11. To jest...no cóż, to jest cudowne. Dopiero teraz natknęłam się na twój blog, ale ten rozdział niemal pochłonęłam z szeroko otwartą buzią. Jestem pod wielkim wrażeniem, twój styl pisania jest niesamowity. Gdy tylko znajdę czas, będę miała nadrobić wcześniejsze rozdziały. Jest ich bardzo, bardzo dużo, ale jeżeli tak dobrze czytało mi się ten rozdział, z resztą też powinnam się jakoś uporać. Pomijając świetny styl pisania, podoba mi się też nienaganna interpunkcja - Boże przenajświętszy, jak miło się czyta, gdy nie ma żadnego błędu ! Dodatkowo idealne napisane dialogi, wypowiedzi Łapy, a nawet Lunatyka zabarwione są nutką
    żartobliwą, co dodało im jeszcze więcej uroku. Muszę nadrobić resztę, ale jak na razie jestem pod wielkim wrażeniem twojego talentu !
    Pozdrawiam serdecznie.
    http://dramione-zapomniana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Szanowna Damo Kier!
    Proszę napisz, że nie zapomniałaś o tym opowiadaniu... I że wkrótce umieścisz nową notkę...

    Pozdrawiam, ściskam, całuję

    ^.^

    OdpowiedzUsuń
  13. czy blog będzie nadal prowadzony?

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten blog jest poprostu cudny i z niecierpliwością czekam na setke.
    Pozdro,życze duużo weny i zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochani, rozdział BĘDZIE. Nie wiem jeszcze kiedy, ale zbiorę się w sobie i go dokończę. Dajcie mi trochę czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  16. Jejku :) To super :) W takim razie czekam i już się nie martwię ;)

    Weny życzę :)

    Pozdrawiam, ściskam, całuję

    ^.^

    OdpowiedzUsuń
  17. Ponieważ niedługo mijają dwa miesiące od opublikowania ostatniego posta przychodzę z pytaniem - czy blog będzie dalej prowadzony? Proszę o odpowiedź pod najnowszym postem w katalogu do końca listopada.
    [blogobranie.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspaniały rozdział! Z (nie)cierpliwością czekam na następny! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. coż.... nie chcę być marudna, ale czy tylko mi się zdaje czy serio znów zawieszasz opowiadanie? :/ Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  20. Damo Kier, tęsknimy.... <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Gdzie jest kolejny rozdział?!
    Musisz to dokończyć!!
    Raz czytałam świetne opowiadanie o Lily i Jamesie, ale ta historia bije ją na głowę. Na przemian śmieję się i płaczę i znów wróciłam do serii książek o HP jak i do filmów o nim. To co piszesz to kawał świetnej roboty. Dlatego jeszcze raz proszę, dokończ to opowiadanie.

    pozdrawiam Klaudia

    Ps. Jeżeli będzie nowy rozdział to prosiła bym o informacje na maila- klaudia18181@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  22. Czemu tak długo nie ma 100 rozdziału? Mam nadzieję że nie zrezygnowałaś bo się załamię!

    OdpowiedzUsuń
  23. Czekam i czekam, a 1oo rozdziału nie ma! Na pewno masz mnóstwo spraw, ale pamiętaj o nas. O swoich czytelnikach. Życzę ci weny z całego mojego serduszka!
    Twoja wielka fanka :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. ZAWIESIŁAŚ ! A mówiłaś , że nie zrobisz tego ... przykro mi że bloga olałaś i nawet głupiej notatki o zawieszeniu nie napisałaś ... Po prostu przykre

    OdpowiedzUsuń
  25. Cóż... Szkoda, że nawet nie potrafisz napisać kilku krótkich słów wyjaśnienia... DraMione potrafiłaś doprowadzić do końca, a to opowiadanie zawieszasz kolejny raz... Rozumiem, że możesz mieć swoje powody- życie jest jakie jest, nikt nie wie co się dzieje w Twoim, ale chociaż kilka słów wyjaśnienia... a tu tylko głupiutki krótki tekst w ramce z boku... 情けない。。。

    Nie pozdrawiam

    ^.^

    OdpowiedzUsuń
  26. Nominowałam Twój blog do Libster Awards. :p Więcej informacji u mnie: http://odprzypadkudomilosci-harrystyles.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Jeden z lepszych blogów o Huncwotach jaki do tej pory zdarzyło się mi czytać! :) Już nie mogę się doczekać, żeby poznać zakończenie tej historii! ;)
    Pozdrawiam,
    Areti

    OdpowiedzUsuń
  28. Zaczynam wątpić czy ktokolwiek pozna jej zakończenie w tym stuleciu... No może Dama Kier, bo poza nią raczej NIKT... Żałosne...

    OdpowiedzUsuń
  29. Żałosne są tu jedynie Twoje komentarze i brak zrozumienia dla autorki...

    OdpowiedzUsuń
  30. Jesteście okropni! Ja możecie pisać takie rzeczy. Przecież nasza Dama Kier na pewno wróci. Tylko zawiesiła bloga. Tak już czasem bywa, że braknie weny albo czasu. Autorka najwspanialszego bloga o Huncwotach też jest człowiekiem i jak każdy może mieć gorszy okres. Najbardziej denerwuje mnie to, że piszecie, że Dama Kier olała bloga. Brak mi słów. Pomyślcie zanim coś napiszecie, bo przez niektórych tracę wiarę w ludzi.

    Damo Kier! Zaglądam tu codziennie i wiem, że któregoś razu natknę się na nowy rozdział. Jesteś cudowną osobą. Serdecznie Cię pozdrawiam. :*


    OdpowiedzUsuń
  31. Ja się w pełni zgadzam z komentarzem powyżej i dodaję: Damo Kier, nawet jeślibym miała jeszcze rok czekać na następną notkę, to zrobię to bez mrugnięcia okiem, bo wiem, że do nas wrócisz. Zawsze wracałaś. Uwielbiam tego bloga, Damo i uważam, że jesteś naprawdę wspaniała. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  32. Witaj! Chciałabym Cię poinformować, że nominowałam Twojego bloga do konkursu "Najlepszy Blog Segregatora", tak tylko mówię, żeby nie było, że coś rozegra się za Twoimi plecami, tu więcej: http://posegregowane.blogspot.com/2014/01/najlepszy-blog-segregatora.html

    OdpowiedzUsuń
  33. Witaj :)
    Zostałaś nominowana do Liebster Award za pieknego bloga!
    Więcej informacji znajdziesz tu;
    http://girl-from-ravenclaw.blogspot.com/2014/01/nominacja-lba.html
    Gratuluje i pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  34. Serdecznie zapraszam do nowo otwartej recenzalni "Kolorowe Recenzje". U nas poznasz recenzję swojego bloga, dowiesz się co jest idealne, a co trzeba jeszcze poprawić.
    www.kolorowe-recenzje.blogspot.com
    PS. Szukamy recenzantek, jeśli byłabyś chętna to napisz do mnie na tt: @Pati_Poland69. Przyjmujemy wszystkich na okres próbny, a jeśli ci się uda, zostaniesz u nas na dłużej. :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Harry Potter to najlepsza książka jaką czytałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Twój blog dostał się do drugiego etapu konkursu Najlepszy Blog Segregatora. Zapraszam do przejrzenia notki 137. Pozdrawiam :)
    posegregowane.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  37. Damo Kier, gdzie się podziewasz? Szukałam Cię wszędzie, ale ani widu, ani słychu.. :( Wracaj już do nas, bo od 5 miesięcy tylko świerszcze tutaj cykają :(

    OdpowiedzUsuń
  38. Tak strasznie czekam aż coś wiecej zacznie sie dziac miedzy Lupinem a Tonks ;) to dlatego, że uwielbiam historie o miłości :)

    OdpowiedzUsuń