31 maja 2012

66. Jedno wspomnienie


(21 stycznia 2011)


     Dziurawy Kocioł w czasach panowania Lorda Voldemorta przestał być bezpiecznym miejscem spotkań czarodziejów, którzy zatrzymywali się tutaj, by przed lub po zakupach na ulicy Pokątnej napić się kremowego piwa. Właściwie teraz nigdzie nie było już bezpiecznie, nie było wiadomo komu można ufać, kto okaże się zdrajcą, kto stoi po stronie Dobra, kto nie wytrzyma nacisku i ugnie się przed strasznymi klątwami, jakich używają zwolennicy Czarnego Pana. Nastały najczarniejsze dla wszystkich czasy, w których nawet jaskrawe słońce nikogo nie cieszyło, bo też mogło być zagrożeniem.
     Syriuszowi nie pozostało w życiu wiele. Właściwie nie pozostało mu nic, poza przyjaciółmi - Jamesem Potterem, Lily Potter i Peterem Pettigrew. Czuł się naprawdę wolny, kiedy przemierzał świat w swojej psiej naturze, nie musząc tak dużo myśleć i nie mając wiele problemów. Jego życie raz nabierało sensu, to znowu go traciło, zależnie od humoru i wspomnień, do których wracał i miejsc, w których się znajdował.
     Tak, Syriusz Black karmił się przeszłością i tylko przeszłością, wspomnieniami, które sumiennie wdrażał do krwioobiegu, delektując się tego specyficznym działaniem.

     Tego dnia, ubrany w długi, ciemnobrązowy płaszcz na kształt żebraka, zawitał do Dziurawego Kotła z zadaniem, które powierzył mu Albus Dumbledore jako członkowi wciąż działającego dość sprawnie Zakonu Feniksa. Miał nierozpoznany siedzieć w kącie pomieszczenia, podsłuchując co się dało: a Dziurawy Kocioł był idealnym do tego miejscem, gdyż Śmierciożercy nie spodziewali się tutaj nikogo szlachetnego, działającego przeciwko Czarnemu Panu. Uważali, że cały świat czarodziejów (a niedługo także świat mugoli) należy już do nich. Ukrywali jedynie swoją tożsamość, żeby nie robić problemów.
     Łapa usiadł przy brudnym oknie, okryty szczelnie swoim niezbyt przyjemnie pachnącym płaszczem. Udawał niemowę. Na migi zamówił u barmana kufel kremowego piwa, a ten, widząc nieznajomego, z przerażeniem w oczach spełnił jego prośbę, nie biorąc nawet należących się mu pieniędzy. Syriusz wzruszył ramionami i zaczął nasłuchiwać.
 - Te cholerne gobliny wciąż robią jakieś problemy - mówił ktoś twardym głosem gdzieś z prawej strony. - Wczoraj też wymyśliły jakiś haczyk. Musieliśmy użyć czarów...
 - Gobliny to piekielne stworzenia - odpowiedział drugi głos. - Ale wiesz, że póki pilnują Banku Gringotta, tam wszystko jest bezpiecznie.
 - Mogliby chociaż nawiązać z nami współpracę, skoro wiedzą, że i tak są na straconej pozycji. W ten sposób tylko skazują się na śmierć.
 - One zawsze zazdrośnie strzegły swoich sekretów. I będą to robić dalej. Zawsze powtarzałem, że walka z goblinami to najgorszy z pomysłów.
     Syriusz uśmiechnął się sam do siebie. Czyli coś jednak udało się ustalić. Gobliny wciąż sprzeciwiają się reżimowi wprowadzonemu przed Lorda Voldemorta, nie są w stanie się mu podporządkować. Łapa nie znał zbyt dobrze goblinów, spotykał je jedynie w Banku Czarodziejów u Gringotta, ale wiedział o nich dość, żeby przyznać, że są wredne.
     Odwrócił głowę lekko w przód, żeby nasłuchać co dzieje się z drugiej strony.
 - Wczoraj był ubaw na Longer Street - usłyszał. - Zaczarowali mugolowi zamek w spodniach na gryzący... to nie był przyjemny widok...
     Temu odpowiedział śmiech, a w Syriuszu aż się zagotowało, kiedy dotarło to do jego uszu. Biedni, bezbronni wobec magii mugole, których jedyną winą jest to, że nie dostali od losu magicznych zdolności... To było niesprawiedliwe, a Łapa brzydził się tymi, którzy chcieli mugoli zniszczyć i upokorzyć. Nie po to przecież istniała magia.
 - Syriuszu.
     Łapa aż podskoczył na dźwięk swojego imienia. Rozejrzał się dookoła, czy aby na pewno nikt nie zwrócił na to uwagi. Później dopiero spojrzał przed siebie.
     Na krześle naprzeciwko siedziała młoda kobieta, okryta czarnym płaszczem, ale nie w taki sposób, w jaki okryci byli Śmierciożercy. Miała ładną, gładką twarz, spokojny i melodyjny głos, oraz hipnotyzujące spojrzenie. Pan Black był pewien, że nigdy wcześniej jej nie spotkał - gdyby tak było, na pewno by to spotkanie zapamiętał.
 - Skąd wiesz, kim jestem? - szepnął niedosłyszalnie.
     Uśmiechnęła się tajemniczo.
 - Wiem o tobie więcej niż myślisz. Teraz zachowujesz się nieodpowiedzialnie. Miałeś udawać niemowę. Ktoś może cię zdemaskować, Łapo.
 - Czego ode mnie chcesz?
 - Czekałam tu na ciebie. Nigdy mnie nie widziałeś i obiecuję ci, że już nigdy mnie nie zobaczysz. To jest jeden jedyny raz, kiedy mogę z tobą porozmawiać.
 - Kim jesteś?
     Może to szpieg Czarnego Pana, pomyślał Syriusz. Powinienem być ostrożny.
 - Tak, Łapo, powinieneś być ostrożny - odpowiedziała tajemnicza postać. - Jednak ja nie przychodzę od Lorda Voldemorta. Nie przychodzę z tego świata.
     Słyszysz moje myśli?
 - Po raz kolejny: tak. Dlatego lepiej, żebyś myślał, nie mówił. To cię uchroni przed zdemaskowaniem. Dziś udałoby mi się ochronić cię, ale jutro już nie.
     Nic z tego nie rozumiem. Kim jesteś?
 - Jestem twoim Przeznaczeniem, Syriuszu. A raczej kimś w rodzaju pośrednika pomiędzy tobą, a Przeznaczeniem. Nie każdy dostąpi takiego spotkania. Jesteś wyróżniony.
     Skąd przybywasz i czego ode mnie chcesz?
 - Z dalekiej krainy, o której nie masz pojęcia, o której nikt nie ma pojęcia. Przychodzę tu, ponieważ jesteś dobrym człowiekiem, a w niedalekiej przyszłości czekają cię ciężkie próby, chociaż będziesz niewinny.
     To ostrzeżenie?
 - To fakty. Nie jesteś w stanie tego zrozumieć.
     Przyszłości nie da się zmienić?
 - Wszystko, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić. Każdy ma możliwość wyboru swojej osobistej drogi, spadają wtedy na niego wszystkie konsekwencje podjętej decyzji. Taki jest ten świat, Syriuszu. Składa się z wyborów.
     W takim razie dalej nie rozumiem, co tutaj robisz.
 - Bo zdarza się tak, kochany Łapo, że ktoś wybiera czasem drogę za nas i my nie mamy na to wpływu. Jednak zapamiętaj na zawsze to, co ci teraz powiem: to nie nasze wybory, ale decyzje do nich prowadzące pokazują, kim naprawdę jesteśmy.
     Ładne.
 - Przede wszystkim prawdziwe, Syriuszu. Jestem tu, ponieważ oboje wiemy, że twoje serce jest jedną wielką krwawiącą raną, którą trzyma w całości jedynie miłość do przyjaciół. Nigdy nie miałeś prawdziwej rodziny. Straciłeś ukochaną kobietę. Później jednego z przyjaciół. Mogłeś stracić także Jamesa Pottera.
     Skąd tyle o mnie wiesz?
 - To nie ma znaczenia, Łapo. Nie pochodzę z tego świata, moje istnienie rządzi się innymi prawami. Życie ziemskie jest dla mnie niezrozumiałe, ale jestem tu, bo mam do wykonania Zadanie. Tylko dlatego się ujawniam. Nie ma innego powodu.
     Jesteś Aniołem?
 - Tak, czymś w rodzaju Anioła.
     Dlaczego nie masz skrzydeł?
 - Wtedy wszyscy zwróciliby na mnie uwagę.
     Teraz też zwracają, jesteś pięknym Aniołem.
 - Nie ma brzydkich Aniołów, Syriuszu. Ale tylko tak możemy wypełnić Zadanie: przybrać na chwilę ludzką postać. To oznacza wielkie cierpienie dla nas, ale to nie ma w tym momencie znaczenia. Jestem tu, żeby dać ci to.
     Wyciągnęła przed siebie małą fiolkę z błękitnym płynem w środku.
     Co to jest?
 - To coś, czego możesz użyć tylko jeden raz. Wykorzystaj, kiedy będziesz tego potrzebował tak naprawdę. Żyjesz dla przyjaciół, nie dla siebie, dlatego ten płyn przeniesie cię do przeszłości z pełną świadomością. Będziesz mógł zmienić przeszłość.
     Zmienić przeszłość...
 - Nie używaj go pochopnie, Syriuszu. Tylko jedno wspomnienie.
     Jedno wspomnienie...
 - Teraz będziemy musieli się rozstać. W tej postaci nigdy się już nie spotkamy. Minie sporo czasu, zanim zobaczysz mnie ponownie, ale na pewno poznasz, że to ja.
     Będziesz mieć skrzydła?
     Uśmiechnęła się ciepło, anielsko, spokojnie.
 - Jedno wspomnienie, Syriuszu.

_________________________
Rozdział, dla Ciebie, D.


8 komentarzy:

  1. Zaintrygowałaś mnie niesamowicie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co to jest, ten fioletowy płyn?

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie użyje tego w azkabanie i james i Lily ożyją

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdy czytalam dodatkowe informacje na temat HP to Jo wyjaśniała, że James nie pracował, bo miał tyle złota, że nie musiał. Pomagał też finansowo Lupinowi... Czyli oni tylko podejrzewali, że Lupin donosi, nie byli z nim szczerzy, ale nie wyrzucili go z Zakonu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale to jest tylko opowiadanie ff, w którym nie wszystko musi się zgadzać z "rzeczywistością" ;) A swoją drogą to bardzo mi się podoba ten rozdział, jest chyba najlepszy, gdybym była na miejscu Syriusza (oczywiście później) to bym już wiedziała do czego użyć tego eliksiru :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba wiem do czego Syriusz wykorzysta ten płyn :D
    Fajnie że wplotłaś ten wątek z aniołem.

    OdpowiedzUsuń