26 maja 2012

33. Miłość w sam raz idealna


(11 listopada 2008)

     Minęła połowa sierpnia. Dla Jamesa oznaczało to tylko jedno - przyjazd Lily do jego domu. Od samego rana chodził jak na szpilkach, upewniając się, że wszystko jest jak najlepiej przygotowane, począwszy od transportu Lily (Rogacz załatwił jej ochronę tak, żeby nic nie wiedziała) i skończywszy na wspaniale wysprzątanym salonie.
     James nie mógł znaleźć sobie miejsca w domu, więc wyszedł na podwórko i próbował zająć się czytaniem gazety. Nie mógł się jednak skoncentrować, więc po prostu patrzył w dal, zerkając od czasu do czasu na zegarek. Syriusz dotrzymywał mu towarzystwa, podczas gdy Peter i Remus próbowali stworzyć coś jadalnego do jedzenia. Z kuchni od czasu do czasu dobiegały wybuchy i niezidentyfikowane rozbłyski światła.
 - No nie. Peter pewnie znowu opierniczył Remusa, że spalił pieczarki - powiedział z uśmiechem Łapa, usłyszawszy słodki głosik Glizdogona.
 - Aha - odpowiedział niezbyt entuzjastycznie Rogacz.
 - Rogacz! Jedyne co dziś do mnie powiedziałeś, to było "aha" i "ehe". Czy ty w ogóle kontaktujesz dzisiaj, Rogasiu - Kochasiu?
 - Ehe - burknął James.
     Syriusz pokręcił głową i powrócił do czytania swojej lektury. Krzyki Glizdogona i próby usprawiedliwień Remusa były dla niego najlepszą muzyką. Lepszą od tej, którą zapodawały Fatalne Jędze. Lepszą od każdej.

     Po dwóch godzinach czekania na werandzie domu prośby Jamesa zostały wysłuchane. Alejką prowadzącą prosto do domu Potterów szła leciutko Lily Evans. Ciągnęła za sobą swój szkolny kufer (już nie zamierzała wracać do domu przed wakacjami), a włosy delikatnie falowały w rytm jej kroku. Rogacz nie czekał ani chwili dłużej. Podbiegł do niej dzikim galopem, i rzucił się jej na szyję. Z serca spadł mu wielki ciężar - była bezpieczna, żyła, z twarzy nie zniknął jej dobrotliwy uśmiech.
     Nie ma lepszych słów na powitanie niż namiętny pocałunek. Cały świat jeszcze nigdy nie wydawał im się tak nieważny jak teraz. Nie było nic innego. Tylko oni sami. I tylko dla siebie.
     Syriusz wstał i wszedł do domu. Był bardzo szczęśliwy, bo szczęśliwy był Rogacz, ale głęboko w środku strasznie tęsknił za Lavender. Nie przyznał się nikomu, że od początku wakacji dostał od niej tylko jeden list - w którym pisała, że jest zajęta, i że zobaczą się dopiero pod koniec wakacji. Westchnął głęboko i wszedł do kuchni, gdzie obrażony Glizdogon mieszał w garnkach, jakby miał dziesięć rąk. To jedyne w czym Peter był na prawdę dobry - gotowanie i jedzenie.
 - O, to ty Syriusz. Powiedz mu coś! Znów przypalił mi pieczarki! - żalił się Peter.
     Lunatyk wzniósł oczy do nieba.
 - Przyjechała? - zapytał, również się uśmiechając.
 - Tak. Rogacz o mało co się nie posikał z radości.
 - Dziwisz mu się?
 - Eh... Nie...
     Łapa popatrzył przez okno i zobaczył Jamesa i Lily idących ogrodem, trzymając się za rękę, wpatrzeni w siebie jak zaczarowani.
 - Skończyłem! Nakrywajcie do stołu, Remus - sztućce, Syriusz - bierz talerze! Zrobimy sobie małą ucztę! - dyrygował Peter.
     Zginając się ze śmiechu, dwójka Huncwotów zabrała się za przygotowanie stołu do obiadu. Śmiech był trafnym lekarstwem na wszystkie smutki.

~*~

     Sierpniowa pogoda zmieniała się w mgnieniu oka. Późnym popołudniem nad Doliną Godryka przemknęły burzowe chmury z deszczem, który zacinał w okna przy mocnym wietrze. Nic jednak nie mogło zepsuć szczęścia, którym promieniowali teraz James i Lily.
     Siedzieli na werandzie, oparci o ścianę, jakby cały świat się nie liczył. Ruda leżała na piersi Rogacza, a on obejmował jej ramiona drugą ręką. I nic więcej nie było potrzebne. Jedno serce w dwóch ciałach.
     James tak bardzo cieszył się z bezpieczeństwa Lily, że bał się o jej przyszłość. Nie chciał teraz o tym myśleć, ale w głowie wciąż narastały pytania, co dalej. Wiedział dobrze, że ona jest w o wiele większym niebezpieczeństwie - córka mugoli, to właśnie z takiej krwi chce świat oczyścić Voldemort. Poczuł się nagle tak bezradny, jak Syzyf którego głaz ciągle spada u szczytu. On nie jest w stanie jej obronić, nie sam. Wtedy przypomniały mu się słowa Dumbledore'a. "Miłość jest naszą największą bronią".  Jednak czy miłość wystarczy, aby pokonać Voldemorta? Czy jest to rzeczywiście najsilniejsza broń? Serce, dusza... Czy to wystarczy?
 - O czym myślisz? - zapytała Lily zamykając oczy.
 - O Tobie - odpowiedział.
 - Cieszę się, że jesteśmy wreszcie razem - mówiła Ruda, uśmiechając się. - Już nikt nas nigdy nie rozdzieli. Prawda?
 - Tak Lily, oczywiście - rzekł z uściskiem w sercu.
 - Kocham cię, James.
 - I ja ciebie, Lily.
     Wtedy zaprzysiągł sobie, że zrobi wszystko, aby ją uratować. Będzie jej bronił z całych sił, przed każdym, kto będzie chciał zrobić jej krzywdę.


     W salonie Potterów siedziała trójka pozostałych Huncwotów. Syriusz przeglądał najnowszy numer Proroka Codziennego, Remus zagłębił się w jakiejś obszernej książce, a Peter zadowolił się obgryzaniem paznokci.
 - Gdzie nasze gołąbki? - zapytał Łapa znad gazety.
 - Na werandzie - odparł Lunatyk. - Ćwierkają sobie miłośnie.
 - O, gołąbka to ja bym zjadł... - rozmarzył się Glizdogon.
 - Czego ty byś nie zjadł?
 - Ciebie!
 - No wiesz, muszę cię rozczarować. Dziewczyny mówią, że jestem niezłym ciachem! - żartował Syriusz, pękając ze śmiechu.
 - Musisz napisać o tym do "Bravo".
 - Co to jest "Bravo" ? - zainteresował się Łapa.
 - Mugolska gazeta dla dziewczyn. Piszą tam różne porady. Takie właśnie damsko - męskie. Myślę, że zasłużyłbyś na oddzielną rubrykę.
 - Zastanawia mnie tylko - rzekł Remus nie odrywając wzroku od swojej mini lektury - skąd Peter wie o takich dziewczęcych gazetach.
     Syriusz wybuchł śmiechem, a na twarzy Petera pojawił się szkarłatny rumieniec.
 - Wiesz - zaczął Łapa z trudem łapiąc oddech - zawsze zastanawiałem się dlaczego Tiara umieściła cię w Gryffindorze. Teraz wiem, masz po prostu odwagę do okradania mugolskich dziewczyn z babskich pisemek!
     Nawet Lunatyk zaczął rechotać.
 - O, idą! - krzyknął Peter, żeby odwrócić uwagę Syriusza.
 - Z czego się tak śmiejecie? - zapytał James z huncwockim uśmiechem. W jego oczach zalśnił radosny błysk.
     Lunatyk opowiedział Rogaczowi i Rudej o nieodkrytych skłonnościach Petera, gdyż Syriusz nadal tarzał się ze śmiechu na podłodze. Chwilę później towarzyszył mu również James.
 - Same bzdury w tych gazetach! - powiedziała Lily. - Moja siostra to czyta. I myśli, że dzięki temu znajdzie prawdziwą miłość...
 - To z tym Vernonem czy jak mu tam, to nie na poważnie?
 - A bo ja wiem? Na razie mam jej dość, bo się strasznie puszy. James, Syriusz, weźcie się ogarnijcie...
     Nie było to takie łatwe.
 - Typowe zachowanie dwójki Huncwotów.
 - Jak w szkole.
     Upłynęło sporo czasu, zanim Łapa i Rogacz doprowadzili się do porządku. Remus w tym czasie zdążył już zaparzyć herbatę.
     Był zimny wieczór, zupełnie nie przypominający tych wakacyjnych. Czwórka Huncwotów oraz Lily siedzieli w salonie Potterów, gadając w najlepsze. Nie zamieniliby tej chwili na żadną inną. Było im tak dobrze, i czuli się tak bezpieczni, jak nigdy wcześniej. To przecież przyjaciele. Przyjaciele na dobre i na złe, na dziś i na zawsze, na każdą chwilę. Jak łyse konie. Bez żadnych tajemnic.
     I zawsze ci sami.
     Rozmowa z biegiem czasu zeszła na mało przyjemny temat, którego wszyscy starali się raczej unikać. Voldemort.
 - To jest... nieludzkie... - mówiła Ruda, ściskając kubek z herbatą. Wtulała się w ciepłego Jamesa i była szczęśliwa. Nie mogła sobie wyobrazić, że istnieje jakiś inny człowiek na tym świecie, który czuje się samotny, smutny, roztrzęsiony.
 - Wiemy, Lily. Ale Voldemort przecież człowiekiem nie jest.
 - Daj spokój, Remusie! - zaśmiał się Syriusz. Brzmiało to jak krótkie szczeknięcie małego szczeniaka. - Chyba w to nie wierzysz?
 - Kiedyś w to nie wierzyłem, Łapo. Teraz to rzeczywistość.
 - Skąd o t-tym wiesz...? - spytał Peter gryząc knykcie.
 - Ta książka, którą czytam, to Tajemnice nieśmiertelności i czarnej magii. Jest oczywiście zakazana, ale... Nie mogłem się oprzeć.
 - Typowe huncwockie zachowanie! - odpowiedział Rogacz z błyskiem w oku. - Ale skąd ją masz?
 - Zwędziłem ze szkoły, z Działu Ksiąg Zakazanych. Oczywiście oddam... - dodał szybko, widząc wzrok Lily. Przecież była z nim prefektem!
 - Lily, to nie szkoła! - upomniał ją Łapa. - Taki czyn godny jest Huncwota, choć zawsze myślałem, że Lunatyk gardzi naszymi sposobami przeczytania tajnych rzeczy.
 - Nie ważne... - burknął Remus pokryty rumieńcem.
 - A więc... Co się dowiedziałeś z tej... książki...?
 - Musicie wiedzieć, że to prawdziwie szatańska księga. Nie dziwię się, że była w Dziale Zakazanym. Jest tam tysiąc sposobów wykończenia przeciwnika.
 - Widać w czasach naszego drogiego Toma R. nie była jeszcze zakazana.
 - Możliwe James, bardzo możliwe. Ale... To okropne... Że ktoś to opisał, by inni mogli z tego skorzystać. Na prawdę... Ciarki mnie przechodziły, kiedy o tym czytałem. Dobrze, że nasi znajomi ze Slytherinu nie mają na tyle odwagi, żeby sięgnąć po tą książkę. Już dawno by nas tutaj nie było...
 - Do rzeczy! - ponaglali pozostali.
 - A więc... Jest kilka sposobów na uzyskanie nieśmiertelności. Nie wiadomo w sumie którego użył Voldemort. Najprostszym wydaje się eliksir z Kamienia Filozoficznego. Ale nie wiadomo nawet gdzie on teraz jest... Dumbledore pewnie o to zadbał, żeby nie dostał się w niepowołane ręce. Następne to horkruksy... Ale to podobno okropnie bolesne, i mało prawdopodobne. Zamykasz część duszy w jakimś przedmiocie. Póki nie zniszczysz horkruksa, nie zniszczysz duszy, a nie tak łatwo go zniszczyć.
 - To by do niego pasowało... - myślał Rogacz.
 - James, nie wiem czy stać by go było na taką odwagę. To cholernie niebezpieczne. I bardzo trudne w realizacji. Żeby to zrobić trzeba kogoś zabić...
 - Dla niego to chyba nie problem, co nie?
 - Syriuszu. Myślisz, że Voldemort jest na tyle głupi, żeby narażać duszę? On nic nie rozumie. On chce uzyskać nieśmiertelne ciało. Dusza mało go obchodzi.
 - Jest jeszcze jakiś sposób...? - spytała Lily z przestrachem.
 - Ciemne moce... Bardzo zaawansowana czarna magia, tajemne eliksiry... Ale tylko szaleńcy mogliby spróbować czegoś tak strasznego.
 - Luniaczku... My rozmawiamy o Voldemorcie, tak? Bo coś mi się wydaje, że go nie doceniasz pod tym względem - zakpił Rogacz.
 - Zgadzam się. Dla niego nie ma granic. Na nic! - dołączył się Łapa.
 - To jak można go zniszczyć? - zapytała Lily.
 - Tego próbujemy się dowiedzieć. Po to wstąpiliśmy do Zakonu, żeby... - zaczął Remus, ale natychmiast przerwał widząc piorunujący wzrok Rogacza.
     Nastała cisza. Oczy wszystkich zwrócone były na Jamesa, którego nagle bardzo zainteresowała podłoga.
 - Zrobię herbaty - zaproponował wstając, ale Ruda w ostatniej chwili złapała go za rękę.
 - Nie! Zostaniesz i wszystko mi wyjaśnisz! - nalegała.
     Chcąc czy nie chcąc, Huncwoci musieli opowiedzieć Lily o Zakonie Feniksa, wizycie Dumbledore'a i jego propozycjach. James w ogóle się nie odzywał, patrząc w ziemię jakby się zakochał. Czuł, że wulkan zaraz wybuchnie.
 - Aha - powiedziała Lily. - Dobra. Rozumiem. James - rzekła, zwracając się do niego. - Podaj mi choć jeden powód... tylko jeden... dla którego mi o tym nie powiedziałeś.
 - Chciałem cię... ochronić... - wyjąkał.
 - Tak myślałam. Bohater Potter. Wiesz, pasuje ci nawet.
 - Lily...
 - Jestem śpiąca, Jamesie Potterze.
     Szybkim krokiem weszła na górę, a rude włosy falowały na jej głowie jakby wiał przeraźliwy wiatr. W salonie nadal była cisza.
 - Przepraszam, James... - wyjąkał Remus.
 - To nie twoja wina. I tak by się kiedyś dowiedziała... - odparł.
 - Dobra. Więc dopiszmy ten punkt do listy Nieudanych Akcji Rogacza i po sprawie! No chłopaki, bez jaj! Głowa do góry!
 - Syriusz, nie kop leżącego... - zaproponował Remus.
 - Luniaczku, kopię go w dupę motywacyjnie. Rogasiu, chyba zapomniałeś jak używać mózgu w sprawach sercowych, prawda? Na szczęście ja nie zapomniałem. Chodź ze mną.

     Lily leżała na łóżku Rogacza, wtulając się w jego poduszkę. Pachniała nim... Patrzyła na swoje własne zdjęcie stojące na szafce nocnej i strasznie zatęskniła. Był parę kroków od niej, a tak bardzo jej go brakowało.
     Właściwie już się na niego nie gniewała, nie potrafiła. Kochał ją z całej duszy i z całego serca, więc chciał ją obronić przed Voldemortem. Ale... Czy był aż tak naiwny? Przecież przed nim nie ma ucieczki, ani ochrony. To, czy wstąpi do Zakonu czy nie, w niczym jej nie pomoże. Jeśli ma umrzeć z rąk Voldemorta, i tak się to spełni.
     Tak leżącą na łóżku zastał ją James. Odwróciła się szybko do ściany, ale serce już się cieszyło. Zaczęło bić szybciej. Poczuło drugą połówkę.
     James położył się koło niej i objął ją ręką w talii. Wpatrywał się w jej zielone oczy, które z kolei wpatrywały się przed siebie. Delikatnie pocałował ją w policzek i szepnął do ucha, szarmancko, romantycznie, z nutą żalu w głosie:
 - Ja po prostu oszalałem na twoim punkcie i nie chcę cię stracić.
     I znów świat się ograniczył. Nie było nic innego, tylko on dla niej i ona dla niego. Ich usta złączył namiętny pocałunek, oba serca wykonały dziwny taniec radości, poczuli, że miłość ich otacza, jest z nimi cały czas, i krzyczy najgłośniej jak potrafi "Kochaj mnie!". Nie było nic, tylko oni. Czego trzeba więcej do szczęścia? Problemy przestały mieć znaczenie, w tej jednej chwili nic nie było ważniejszego. Miłość...
     Jedna dusza w dwóch ciałach.

_________________________
Niech pochwalone będą wątpliwości.

7 komentarzy:

  1. NO PO PROSTU GENIALNE! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Remus przypalił pieczarki! Padłam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zobaczyłam tytuł tego rozdziału, to padłam, ta piosenka tak bardzo pasuje. A jak już mi się chce komentować, to co mi tam. ,,Ehe" było genialne!!! I James z Lily promieniujący szczęściem jak Czarnobyl... A może to było przed Czarnobylem jeszcze? :) A w ogóle uwielbiam Jamesa martwiącego się o Lily.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lavender kojarzy mi się z Lavender Rowling. Nie lubię jej, jest taka trzpiotowata i wydaje się głupia... Jednak to tylko jedna zła postać w oceanie wspaniałych!

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział fajny, ale trochę za mało tam ,,huncwotów'' jakich znam. Chodzi mi o to, że za mało tam ich wygłupów. Lubie takie romansidła, ale wolę rzeczy śmieszne. I tak fajny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chciałabym, aby ktoś pokochał mnie kiedyś tak, jak James Lily.

    OdpowiedzUsuń