24 maja 2012

5. Mecz quidditcha


(2 marca 2008)

 - Spóźniają się już dwadzieścia pięć minut - mruknęła cicho Lavender.
 - Nie przyjdą - odpowiedziała obojętnym tonem Lily.
 - Dlaczego tak sądzisz?
 - Oh... – zaczęła. - Pewnie uznali to za znakomity dowcip, umawiając się z kimś, po czym nie pojawiając się na miejscu w określonym czasie.
 - Może coś ważnego ich zatrzymało...
 - Taak, na pewno OGROMNY meteoryt spadł im na głowy, uniemożliwiając dojście do celu... Lav, proszę cię... Dajmy spokój, wracajmy do zamku.
 - A jeśli zaraz się tutaj zjawią?
 - Dalej nie rozumiesz? Oni nas wystawili! Tak po prostu!
 - Nie wierzę... Nie, na pewno jest jakieś racjonalne wytłumaczenie.
 - Słuchaj. Okłamałyśmy Aliss, żeby tutaj być. I co? Nic! Ich nie ma, nie przyjdą. Rób co chcesz. Jeśli masz zamiar tkwić tutaj do następnego wypadu do Hogsmeade, to życzę szczęścia. Ja idę do Hogwartu.
    Lily odwróciła się na pięcie i ruszyła drogą w kierunku zamku. Lavender stała chwilę w miejscu, tocząc walkę z własnymi myślami. Ciągle miała wrażenie, że to nie był kolejny psikus chłopaków. Zdecydowała jednak, że najrozsądniejszym wyjściem, będzie pójście z Lily, co też uczyniła. Dogoniła Rudą i wspólnie ruszyły oddalając się od wioski.

    Huncwoci dotarli na umówione miejsce dosłownie pięć minut później. Przybiegli zdyszani rozglądając się dookoła i szukając dziewczyn. Ich jednak nie było.
 - Szlag by to trafił - zaklął Syriusz i kopnął z całej siły najbliższy kamień. Szybko jednak tego pożałował, skurczył się i jęcząc masował zbity palec.
    James usiadł pod najbliższym drzewem ukrywając twarz w dłoniach; Remus stał podpierając się o tabliczkę z napisem "Hogsmeade", trzymając rękę na piersi, z trudem łapiąc oddech, a Peter krążył w te i we w te zaciskając pięści.
 - To wszystko przeze mnie - powiedział po chwili.
 - Glizdogonie, nie bądź głupi... - upomniał do Lunatyk. - Bez obrazy, ale gdyby nie my, to nie chciałbym wiedzieć co by z ciebie zostało tam, pod Wrzeszczącą Chatą.
 - Lunatyk ma rację... - przytaknął James. - Huncwoci powinni sobie pomagać.
 - Zmarnowałem szansę twojego życia Rogacz - żalił się Peter. - A na dodatek mogło cię trafić Zaklęcie Niewybaczalne, a przez co? Przez moją głupotę!
 - Co teraz zrobimy? - odezwał się nagle Syriusz.
 - Nic... - odpowiedział James - Pójdziemy do zamku... Nic nie powiemy, nikomu... Żeby Glizdek nie miał kłopotów... Ślizgoni się nie przyznają do porażki, to jasne...
 - Co powiemy Lily i Lavender?
 - Że... Że zapomnieliśmy... - rzekł Rogacz i znowu zakrył twarz w dłoniach. Wyobraził sobie minę Lily Evans, kiedy mówi jej, że zapomniał o spotkaniu. Słyszał gdzieś w środku te słodkie słowa pełne wyrzutu "Jak mogłeś, Potter?"  i ogarnęła go fala głębokiego żalu. Jednak zrobił to dla przyjaciela... Huncwoci powinni sobie pomagać, a on, James Potter był Huncwotem, oddanym do końca przyjaciołom. "Oby to zrozumiała..." odezwała się w jego głowie nadzieja.
 - Dobra, nic tu po nas chłopaki - burknął Remus. - Chodźmy do zamku.
    I cała czwórka powlekła się w milczeniu drogą prowadzącą do Hogwartu. Peter szedł nieco z tyłu, z rękami w kieszeni, myśląc gorączkowo jakby naprawić swój błąd. "Mam wspaniałych przyjaciół..." pomyślał i uśmiechnął się w duchu.

~*~

     Następne dni nie były przyjemne dla Huncwotów. Ani Lily ani Lavender nie odzywały się do chłopaków, chociaż ta druga sprawiała czasem wrażenie jak gdyby chciała dać im szansę się wytłumaczyć. Jednak nic w tym kierunku nie starała się zrobić.
    James pewnego dnia nie wytrzymał i przy kolacji wybuchnął:
 - Lily, czemu ty jesteś taka?!
 - To znaczy jaka? - Ruda patrzyła na niego pytająco.
 - Taka... taka... - szukał właściwych słów Rogacz. - No właśnie taka!
    Wielka Sala zawrzała ze śmiechu. Siedzący przy stole nauczyciele starali się nie okazywać zbytniego zainteresowania, dlatego ukrywali to, na przykład profesor McGonagall dostała ataku kaszlu. Nawet Syriusz, siedzący po prawej stronie Jamesa starał się ukryć tłumiony śmiech, a Remus i Peter zanurzyli głowy w podręcznikach, rechocząc w swoje książki. Tylko Rogacz zachowywał powagę, bo dla niego ta sytuacja wcale nie wydawała się być taka zabawna.
 - Ach przepraszam cię szanowny Jamesie Potterze, że jestem no właśnie taka - powiedziała z ironią Lily, która też z trudem powstrzymywała się od parsknięcia śmiechem.
    Rogacz wstał i wyszedł z Wielkiej Sali, która zdawała się drżeć od rozchichotanych uczniów. Znalazł się na ciemnych już błoniach i usiadł pod pierwszym lepszym drzewem na trawie. Chwilę patrzył na oświetlony zamek i wrzawę dobiegającą z pomieszczenia, które niedawno opuścił. Wyciągnął z kieszeni maleńkiego złotego Znicza, którego "pożyczył" podczas ostatniego treningu. Trzymał go w dłoni i patrzył na poruszające się, złote skrzydełka.
 - Gdyby to wszystko było takie proste jak złapanie znicza - powiedział do siebie.
   
~*~

  
    Z biegiem czasu zaczęła się prawdziwa harówka dla uczniów klas piątych. Nauczyciele w żadnym stopniu ich nie oszczędzali - zadawali mnóstwo prac domowych, a za każdą, nawet najmniejszą pomyłkę wrzeszczeli ile sił w płucach. Wieczorami w pokoju wspólnym panowało zamieszanie, każdy chciał znaleźć dla siebie jakiś cichy kącik i odrobić w spokoju zadanie, czy poćwiczyć zaklęcia.
    Dla Jamesa dodatkowym obciążeniem były treningi quidditcha, ponieważ mecz zbliżał się nieubłaganie. Marcus Glannt również był dla nich bezlitosny. Ćwiczyli w najgorszych nawet warunkach minimum dwie godziny dziennie. Remus często powtarzał Rogaczowi: "Zrezygnuj... Zajmij się nauką..." jednak ten wcale nie miał zamiaru tego robić. Wręcz przeciwnie, do treningów podchodził z wielkim zapałem, podczas gdy jego przyjaciele ślęczeli nad kawałkami pergaminów w wieży Gryffindoru. James nadrabiał wszystko nocą, zamiast snu.
    Pomimo tych wszystkich zajęć, Huncwoci znaleźli czas na zrobienie paru psikusów w szkole. Sprytnymi zaklęciami ożywili zbroje, które podchodząc do uczniów wyzywały ich wrzeszcząc głośno; zaczarowali drzwi do łazienki prefektów tak, że kiedy ktoś chciał tam wejść mówiły "nie wpuszczę cię, śmierdzisz jak skarpetki ojca ciotki wujka mojego stryja..."; doprowadzili setki razy Argusa Filcha, woźnego, do poważnego załamania nerwowego rozpryskując błoto po korytarzach; gonili po całym zamku jego kotkę, panią Norris, chcąc - jak twierdzili - sprawdzić, czy z jej puszystego futra nie byłoby miękkiej poduszki, a ostatnio wysadzili w powietrze sedes i próbowali przemycić go do sowiarni, chcąc go wysłać do rodziców Jamesa.
    Wyśmienite humory nie opuszczały ich nawet w czasie lekcji eliksirów ze Ślizgonami i wyjątkowo nudnych zajęć wróżbiarstwa.
    
~*~

    Pierwszy mecz w tym sezonie grali Gryfoni przeciw Ślizgonom. Po południu na trybunach zebrała się cała szkoła. Można było dostrzec powiewające flagi Gryffindoru i przeróżne transparenty z napisami. Za jednego z nich z całą pewnością odpowiedzialny był Syriusz, szkarłatne hasło głosiło:

Gryffindor! Gryffindor!
Potter łapie Złotego Znicza i Ślizgonów z gry wypiernicza!

    W szatni odbywały się ostatnie narady i wskazówki udzielane graczom. Marcus był bardzo przejęty, to jego ostatni rok w Hogwarcie i bardzo chciał zdobyć Puchar Quidditcha dla Gryffindoru.
 - Słuchajcie, musimy grać czysto – mówił. - Archie i Ernie, musicie ratować naszych graczy przed Ślizgońskimi pałkarzami... Wiecie jak oni grają, a chcemy przecież dotrwać w tym składzie do końca. James... Złap znicza jak tylko go zobaczysz. Im szybciej tym lepiej...
   
    Pogoda wcale nie zachęcała do gry. Ciemne chmury okryły niebo i padał z nich mocny deszcz. Pomimo tego wiał silny wiatr. Dwie drużyny wyszły na boisko w strugach deszczu i stanęły po środku, gdzie głos zabrał sędzia. Mecz rozpoczął przeciągły gwizdek, a po chwili wszystkie piłki wyleciały w górę, a zawodnicy wzbili się w powietrze. Mecz komentował George Verne, Puchon z szóstego roku. Z trudem rozpoznawał graczy na boisku, w sumie, trudno mu się  dziwić.
 - Eee... Lestrange odbija tłuczka w stronę Glannta... A nie, przepraszam to był chyba Archie Move... A sam już nie wiem, w stronę jakiegoś Gryfona iii... oh nieee... Ślizgoni zdobywają gola...
    Rozległy się wiwaty, na trybunach gdzie powiewały barwy Slytherinu, natomiast Gryfoni, Puchoni i Krukoni wzmogli doping. Oni także nie chcieli aby Ślizgoni przejęli prowadzenie w tabeli.
 - Cres podaje do Bedona i... dobrze Ernie, dobrze! Ernie... Albo Archie...  odbił tłuczek w stronę Bedona, musnął go w nogę, miejmy nadzieję że ją złamał... przepraszam pani profesor!
    James przelatywał z miejsca na miejsce nad stadionem pragnąc z całych sił wypatrzeć Złotego Znicza. Rozglądał się w tę i w tę stronę, czasem nawet zauważał lekki błysk, ale okazywało się że to zegarek jednego z graczy. O mały włos nie dostałby tłuczkiem, na szczęście uchylił się w dość dobrym czasie.
    Właśnie krążył wokół stadionu kiedy... Tak, Złoty Znicz przeleciał obok jego prawego ucha pędząc naprzód. Rogacz ruszył za nim. Nie liczyło się już nic, tylko Złoty Znicz. Poczuł za sobą szukającego Ślizgonów, siedział mu na ogonie. James wykorzystał parę manewrów, które ćwiczył ostatnimi czasy na treningach i zmylił przeciwnika, dalej pędząc za małą, złotą piłeczką.
 - Jest już trzydzieści do zera dla Slytherinu... robi się mało ciekawie... - mówił George - ale... Tak! TAK! James Potter wypatrzył znicza!
    Oczy wszystkich obecnych zwróciły się w kierunku Rogacza, który odbywał samotną pogoń za Zniczem. Była to zawrotna prędkość. Podziw budziło to, w jakim stylu chłopak kieruje miotłą, zadziwiająco lekko i zwinnie, jakby było to zaledwie piórko. Piłeczka wykonała parę zawiłych zakrętów, ale James dalej był tuż tuż za nią. Już wyciągał rękę po Znicza... Już był tak blisko... Jeszcze troszkę.. Tylko troszkę...
 - HURAAA! - wrzasnął komentator - POTTER MA ZNICZ! JAMES POTTER ZŁAPAŁ ZNICZA! GRYFFINDOR WYGRAŁ!
    Rozległy się huczne oklaski i wiwaty. Gryfoni, Puchoni i Krukoni podskakiwali z radości, krzycząc i śmiejąc się głośno. Rogacz krążył tu i tam ściskając w ręku małą piłeczkę, trzepoczącą zawzięcie skrzydełkami. Był bardzo zadowolony, kolejny raz nie zawiódł drużyny, złapał Znicza, dzięki niemu wygrali.
 - Sto pięćdziesiąt do trzydziestu! Ale... zaraz... Co tam się dzieje?! No nie, to było całkowicie obrzydliwe! - wrzeszczał George. - Widzieliście to?! Widzieliście to?!!! Kapitan drużyny Ślizgonów zabrał od pałkarza pałkę i rąbnął nią z całej siły w tłuczka, który poleciał w kierunku Jamesa! Trafił go w tył głowy! Osz cholera! Potter spadł z miotły!!! Spada z trzydziestu stóp! Rozbije się!
    Zamieszanie i gwar. Przestrach na twarzy Gryfonów, Krukonów i Puchonów oraz szydercze śmiechy ze strony Slytherinu. Ale Rogacz nie pamiętał już nic.

10 komentarzy:

  1. Hm, nie wiem, czy to wina niewyspania, czy po prostu nie zauważyłam żadnych większych błędów, bo ich nie było? A, pies to..., khm, nieważne. A, znalazłam!
    "[...]Huncwoci znaleźli czas na zrobieniu paru psikusów w szkole." - znaleźli czas na zrobienie ;)
    Cóż, biedny James, od razu musiał dostać. No i szkoda mi Lily - miała nadzieje, że jednak przyjdą, a tu psikus. Hasło mnie rozbawiło, a no i to, że Lily jest "no taka" ;)

    Ścielę się,
    Psia Gwiazda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta, która walczy o marzenia10 marca 2014 20:09

    Piękny mecz, ale boję się o Pottera

    OdpowiedzUsuń
  3. Mecz był cudownie opisany itd. Ale mam jedną uwagę... James Potter był ścigajacym, a nie szukającym ;) W filmie zrobili z niego szukającego dlatego wszyscy się mylą, ale on grał na pozycji ścigającego (tak jest w książce)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. James Potter był szukającym. Bo przecież Hermiona w pierwszej części pokazała mu miejsce gdzie znajdowała się nagroda Jamesa za zasługi sla szkoły, a ponadto McGonnagal powiedziała Harry'emu, że jest tak dobrym szukającym jak jego ojciec. -,-' Jak się nie ma pojęcia, to się nie komentuje .-.

      Usuń
    2. W książce nie było to dokładnie określone, po prostu wszyscy założyli, że James był szukającym, bo w jednym ze wspomnień Severusa bawił się zniczem. Natomiast sama Rowling w jednym z wywiadów, udzielonych już po ukazaniu się siódmej części, powiedziała, że James faktycznie był ścigającym.

      Usuń
  4. cz aby to: James przelatywał z miejsca na miejsce nad stadionem pragnąc z całych sił wypatrzeć Złotego Znicza. Rozglądał się w tę i w tę stronę, czasem nawet zauważał lekki błysk, ale okazywało się że to zegarek jednego z graczy. O mały włos nie dostałby tłuczkiem, na szczęście uchylił się w dość dobrym czasie. NIE JEST przerobinoym cytatem z któreś książki HP tylko zamiast Harrego jest James?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to było chyba w Zakonie Feniksa :D

      Usuń
  5. James Potter był szukającym. Bo przecież Hermiona w pierwszej części pokazała mu miejsce gdzie znajdowała się nagroda Jamesa za zasługi sla szkoły, a ponadto McGonnagal powiedziała Harry'emu, że jest tak dobrym szukającym jak jego ojciec. -,-' Jak się nie ma pojęcia, to się nie komentuje .-.

    TO BYŁO W FILMIE!
    TAK NAPRAWDE BYŁ ŚCIGAJĄCYM1
    I NA LITOŚĆ BOSKĄ DAJCIE SPOKÓJ Z TYMI POPRAWKAMI!

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafiłam na twojego bloga niedawno i bardzo mi się podoba. Żal mi Jamesa. Będę komentować co jakiś czas. Pozdrawiam :)
    Lily

    OdpowiedzUsuń