26 maja 2012

36. Zwierciadło Ain Eingarp


(31 grudnia 2008)

 - Czy widzicie tę łunę słońca rozcierającą się nad naszym znajomym Zakazanym Lasem, chłopaki? Czyżby przyszedł czas na jakiś kawał? - spytał Syriusz.
 - Proponuję czterysta dwudziesty siódmy sposób doprowadzenia Filcha do płaczu - zaproponował James z huncwockim uśmiechem.
 - Dobry pomysł! Chciałbym dojść do pięciuset w tym roku...
     Tak więc żaden z czwórki niesfornych Huncwotów nie zaszczycił Wielkiej Sali swoją obecnością podczas przerwy obiadowej. Z początku Peter za nic w świecie nie chciał się na to zgodzić i dopiero gdy Łapa obiecał mu, że pójdzie z nim do kuchni, gdzie rządzą domowe skrzaty, dał się wreszcie  przekonać, ku szczęśliwości Rogacza.
 - Lily, gdzie James? - zapytała przyjaciółkę Lavender, nakładając na talerz kawałek jabłkowej szarlotki.
 - Nie mam pojęcia - odpowiedziała.
 - Mi się wydaje, czy wy w ogóle nie macie dla siebie czasu? - zauważyła Alissa.
 - Dziewczyny, to nie tak. Wieczory są zawsze nasze, przecież wiecie. A tak no to... wiadomo, nauka do owutemów, James ma treningi quidditcha i jeszcze...
     Przerwała, słysząc niezidentyfikowany wybuch z wnętrza zamku.
 - ...ich psoty - dokończyła Lav z błyskiem w oczach.
 - Zdaje się, że Huncwoci znowu roznoszą Hogwart! - krzyknął jakiś chłopak z końca stołu, wywołując falę śmiechu dookoła.
 - Chyba lepiej będzie, jeśli pójdę ich znaleźć - stwierdziła Ruda, wstając.
 - Lily, nie żartuj! Dokończ obiad, później pójdziemy razem!
 - Dzięki Aliss, ale lepiej jak zrobię to szybko. Należy to po części do moich obowiązków prefekta, a nie chciałabym zawieść Dumbledore'a.
     Szybkim krokiem opuściła Wielką Salę, wyłapując strzępki rozmów wśród ogólnego gwaru, o tym, co też nowego mogli wymyślić sławni na cały Hogwart Huncwoci.
     Lily dotarła na czwarte piętro, skąd jak się domyślała, dochodził nieznany wybuch. W każdej chwili spodziewała się wpaść na Panią Norris, Filcha lub jednego z Huncwotów, dlatego szła wolno, dokładnie rozglądając się dookoła. Nie wchodziła do żadnej z klas na tym piętrze, chociaż wiedziała, że jest ich tu całkiem sporo, niektóre od lat już nieużywane. Ciekawość jednak wygrała z obowiązkami, kiedy zobaczyła stare, proste drzwi, wyróżniające się pośród zapełnionych bogato zdobionymi ramami wielkich obrazów.
     Początkowo Lily pomyślała, że to jakiś od wieków nieużywany składzik na miotły, ale do czego byłoby to komuś potrzebne na czwartym piętrze? Zdała sobie sprawę, że choć w Hogwarcie jest już siedem długich lat, nigdy nie widziała choćby podobnego wejścia do żadnej klasy, komnaty, a nawet schowka na miotły. Zalewając się mieszanymi uczuciami, trzymała rękę na klamce, zastanawiając się: wejść, nie wejść.
     Nagle zza roku usłyszała szybkie kroki i ciężki oddech Filcha. Nie wiedząc dlaczego, ze strachu, czy może z ciekawości, nacisnęła na klamkę i lekko pchnęła drzwi, które delikatnie otworzyły się, ukazując swój sekret.
     Była to najdziwniejsza komnata jaką Lily widziała w całym Hogwarcie, włączając w to kuchnię, gabinet Dumbledore'a i gabinet woźnego. Było tu niezwykle jasno, choć niewielkie okienko na jednej ze ścian wcale na to nie wskazywało; tu i ówdzie wznosiły się przyozdobione kolumny sięgające do sufitu. Najdziwniejsze było jednak lustro, ustawione w samym środku klasy. Ogromne, wyglądające na zaniedbane, z ramą przyozdobioną niezrozumiałymi znakami, z wyrytym na samej górze, trudnym już do odczytania napisem. Ruda próbowała go głośno przeczytać.
 - Ain Eingarp Acreso...
 - Ain Eingarp Acreso Gewtel Az Rawtą Wte In Maj Ibdo.
     Lily odwróciła się szybko, a serce podskoczyło jej do gardła. Odetchnęła jednak, gdy zobaczyła, że stoi przed nią James, patrząc na nią swoimi orzechowymi oczami przez okrągłe okulary. Uśmiechał się.
 - Przestraszyłeś mnie... - powiedziała.
 - Zobaczyłem cię tu - odparł, podnosząc zwitek pergaminu. - Na Mapie Huncwotów.
 - Co to jest, James..? - zapytała, wskazując na lustro.
 - To jest zwierciadło Ain Eingarp, Lily. Razem z Syriuszem odkryliśmy go w trzeciej klasie. Choć przyznam szczerze, od poprzedniego roku tutaj nie przychodziłem.
 - Co potrafi?
 - Nie pokazuje twojego odbicia, ale pragnienia twojego serca. Dumbledore nie jest zadowolony, że tu jest. Ale to inna bajka.
 - Ain Eingarp Acreso...
 - ...Gewtel Az Rawtą Wte In Maj Ibdo.
 - Co to znaczy?
 - "Odbijam nie twą twarz, ale twego serca pragnienia".
 - I to... działa?
 - Tak. Przez trzy lata, od kiedy je odkryłem, przychodziłem tutaj dosyć często, w nocy. Wtedy w odbiciu widziałem ciebie, Lily.
     Nastąpiła cisza, w której nie słychać było nawet oddechów.
 - Tylko najszczęśliwszy człowiek spojrzy w lustro i zobaczy tylko swoje odbicie. Chcesz spróbować, Lily? - spytał czule Rogacz.
     Ruda stanęła przed lustrem w pewnej odległości, a James oparł się o ramę, patrząc na tą prawdziwą Lily Evans. Wpatrywała się w zwierciadło chwilkę i później aż otworzyła oczy ze zdumienia.
 - W-Widzę...
 - Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz, Słońce.
 - Widzę Petunię... - mówiła Lily, teraz już z lekkim uśmiechem. - Jak znów rozmawiamy, nie kłócąc się... Jakbyśmy znowu były przyjaciółkami...
     James podszedł do niej i mocno ją przytulił. Spodziewał się tego typu odpowiedzi, Lily przecież od dawna toczy konflikt z siostrą, która dalej nie potrafi zaakceptować jej zdolności magicznych. I chociaż tego otwarcie nie pokazuje, bardzo brakuje jej tej dawnej Petunii, z którą można było pogadać jak z przyjaciółką.
 - James... Mogę cię o coś spytać...?
 - Oczywiście.
 - Co ty widzisz w tym zwierciadle? Teraz, kiedy jestem z tobą, kiedy już w odbiciu nie widzisz mnie... Co jest pragnieniem twojego serca?
     Tym razem Rogacz stanął przed lustrem i patrzył na odbicie. Po chwili jednak wbił wzrok w podłogę i znów podszedł do Lily.
 - James, wszystko w porządku? Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz.
 - Nie, to nic takiego. Zobaczyłem siebie z Pucharem Quidditcha. To wszystko. A teraz chodźmy już. Łapa pewnie szuka mnie po całym zamku.
     Chociaż z całego serca chciała, Lily nie uwierzyła Rogaczowi.

~*~

 - Gryzące sedesy! Toalety zwracające swoją zawartość! I całkowity fenomen: sedes EKSPLODUJĄCY! Zdajecie sobie sprawę, że przez was... tyłek pana Durecto ze Slytherinu jest w częściach pierwszych?! - wrzeszczała McGonagall na Huncwotów. Była wściekła. Syriusz przez chwilę zastanawiał się, dlaczego jeszcze z jej uszu nie widać gorącej pary.
 - Każdy z was odebrał Gryffindorowi dwadzieścia punktów. Informacje o wieczornych szlabanach otrzymacie niebawem.
     Dzisiejszego dnia Huncwoci byli zdecydowanymi bohaterami. Już nie raz akcje tej znanej czwórki Gryfonów zawierały elementy latających sedesów, ale nigdy nie wywołały takiego aplauzu wśród uczniów. Było to też spowodowane faktem, że Kevina Durecto nikt poza Ślizgonami nie lubił, był zarozumiały, lubił znęcać się nad innymi i rzucać bez powodu uroki na mijających go hogwartczyków innych domów.
 - O nieee... Dostałem szlaban u Slughorna! - narzekał Syriusz. - Pewnie znowu każe mi czyścić te ptasie mózgi...
 - Ja mam u Filcha.
 - No to Luniaczku, czeka cię porządkowanie kartoteki. Ja znając życie dostanę do czyszczenia nocniki, bo też mam Filchusia.
 - Ja mam McGonagall...
 - Ło w pyte. Współczuje, Glizdku. Przy niej nawet Slughorn wymięka... - rzucił poważnie Syriusz.
 - Aż tak ciężko? - spytał Peter.
 - Ciężko nie... Ale ten jej wzrok. I godzinne kazania, od nich samych można dostać zawrotu głowy - uprzedził go Łapa, a Glizdogon głośno przełknął ślinę.
     W dormitorium dziewcząt z siódmego roku, było bardzo cicho. Alissa pisała list do domu, Lavender malowała paznokcie, a Lily siedziała na parapecie okna, patrząc w dal.
 - Lily, coś nie tak? - zapytała Aliss. Lav podniosła głowę znad lakieru. - Odkąd wróciłaś z Jamesem, widzę, że coś cię gryzie.
 - To nic takiego... Naprawdę...
 - Jeśli nie chcesz, to nie mów. Ale ulżyłoby ci - rzekła Lavender tonem znawcy.
 - No bo... - zaczęła Ruda. - Bo... Bo James nie jest ze mną do końca szczery.
 - Na brodę Merlina! On kogoś ma?!
 - Nie, nie! Nie chodzi o to. Po prostu dzisiaj... No, dobrze. Opowiem wam, tylko błagam, nie przerywajcie dopóki nie skończę.
     Lily opowiedziała przyjaciółkom o tym, co wydarzyło się dzisiejszego popołudnia przez zwierciadłem Ain Eingarp.
 - Może zobaczył tam coś... no nie wiem, coś osobistego.
 - Daj spokój, nie powinni mieć przed sobą tajemnic.
 - Słuchaj, najlepiej będzie jeśli zapytasz Jamesa o to co zobaczył. Ale nie nalegaj, po prostu powiedz, że się martwisz. On zrozumie - poradziła Alissa. Bardzo się zmieniła od czasu gdy jest z Lupinem.
 - Nie poznaję cię, Aliss - mruknęła Lavender. - Remus czyni cuda.
 - A ja nie poznaję ciebie - burknęła Lily. - Od kiedy skończyłaś z Syriuszem, stałaś się wersją Aliss z przeszłości. Niedostępną.
     Lavender udała, że nie dosłyszała krytyki Rudej.
 - No cóż, ja idę porozmawiać z Jamesem. Wrócę pewnie późno, nie czekajcie.
     Ale gdy Lily Evans zeszła do Pokoju Wspólnego, Jamesa Pottera, ani żadnego z Huncwotów już tam nie było.


     Punkt dwudziesta wszyscy Huncwoci wstawili się w wyznaczonych miejscach by odrobić swój świeży szlaban. Przepowiednie się sprawdziły: Łapa musiał uporządkować całą półkę z niezidentyfikowanymi pływającymi częściami ciała różnych zwierząt, Lunatyk porządkował kartotekę woźnego, James czyścił nocniki, a Peter układał prace domowe sprzed jakichś dwudziestu lat, w obecności McGonagall.
     Czas leciał strasznie powoli, dłużył się i dłużył. Kiedy James skończył czyścić wszystkie nocniki i odebrał od Filcha różdżkę nie widząc już Remusa w gabinecie, pomyślał, że musi być dość późno. Ruszył do pokoju wspólnego Gryffindoru. Zdecydował się na krótszą drogę, bo był już bardzo zmęczony.
     Zatrzymał się jednak przed skromnymi, drewnianymi drzwiami, na korytarzu czwartego piętra. Serce zabiło mu mocniej i już wiedział, że dzisiejszej nocy nie spędzi w dormitorium, śpiąc w ciepłym łóżku.


 - Więc znowu tutaj przyszedłeś, James. - powiedział łagodnie Dumbledore, patrząc na Rogacza znad okularów - połówek.
     Chłopak spuścił wzrok.
 - Pamiętaj, że marne cienie twoich rodziców w odbiciu zwierciadła nie przywrócą im życia - rzekł dyrektor nie spuszczając wzroku z Jamesa.
 - Wiem.
 - Zatracanie się w wspomnieniach nic nie da. Już raz ci to tłumaczyłem. Wiem, że trudno walczyć z tym co ważne dla serca. Widzisz tam swoich rodziców, bo bardzo za nimi tęsknisz, ale tak na prawdę pogarszasz sprawę wpatrując się w zwierciadło Ain Eingarp.
 - Ja po prostu chciałem... Sam nie wiem...
 - Nie musisz się tłumaczyć, James.
     Siedzieli chwile w milczeniu. Rogacz rzucał ostatnie spojrzenia w lustro. Dorea i Charlus Potter nadal tkwili w odbiciu, uśmiechnięci, z różowymi rumieńcami na twarzy.
 - Dla dobra twojego i wielu innych uczniów, zwierciadło Ain Eingarp zostanie jeszcze dzisiaj stąd przeniesione. I błagam cię, James. Nie szukaj go nigdy więcej.
     Rogacz przytaknął i wstał. Razem z dyrektorem w milczeniu doszli do schodów. Już miał wchodzić na pierwszy stopień, gdy Dumbledore rzekł:
 - I życzę ci, James, żeby żadne z twoich dzieci, jeśli kiedykolwiek znalazłoby to zwierciadło, nie ujrzało w nich twojego odbicia. Dobranoc.


_________________________
Dla Misia.
bo choć rok się kończy, Ty będziesz zawsze.

12 komentarzy:

  1. po ostatnich dwóch linijkach płacze jak bóbr:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z komentarzem powyżej.Przy końcówce już ryczałam. ;__ ;

    OdpowiedzUsuń
  3. dokladnie! ;_; przed oczami stanął mi obraz małego Harry'ego siedzącego przed tym lustrem ._.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja również się popłakałam :<

    OdpowiedzUsuń
  5. Dumbledore wykrakał

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja rycze prawie cały czas jak to wszystko czytam :(( przecież oni wszyscy umrą... juz przeciez wiadomo jak sie to skonczy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako jedyna nie ryczę?
    Myślałam, że Lily inteligentna, a wspak nie potrafi mówić. A Dumbledore niezwykle przenikliwy z tym zwierciadłem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialne! Popłakałam się przy końcówce ;(

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak wszyscy ryczę przy końcówce

    OdpowiedzUsuń