25 maja 2012

10. Huncwockie Boże Narodzenie


(18 marca 2008)

    Wieść o tym, że Severus Snape został Severuską Snape, rozeszła się po całej szkole z niewyobrażalną szybkością. Dzień... Tydzień... A nawet miesiąc po tym wydarzeniu, Huncwoci dalej byli w centrum uwagi. Lily nie odzywała się do Rogacza od czasu tego pamiętnego wieczoru po wspólnym szlabanie. Doszły do tego jeszcze inne psikusy, za które odpowiedzialni byli głównie James i Syriusz. Ustanowili rekord szkoły w najdłuższym szlabanie w dziejach Hogwartu: każdego wieczoru, przez dwa kolejne miesiące.
    Czas leciał nieubłaganie, pogoda stawała się coraz gorsza i coraz zimniejsza. Uczniowie spędzali wolne chwile w ciepłych dormitoriach, wyjątkiem byli piątoklasiści, którzy siedzieli w bibliotece, kiedy tylko nadarzyła się okazja i Huncwoci, którzy ganiali po zamku, wymyślając nowe psoty.
    Na początku grudnia, kiedy błonia pokryła biała warstwa śnieżnego puchu, Minerwa McGonagall spisywała na listę uczniów, którzy zostają w zamku na święta. Syriusz zapisał się od razu, a zaraz potem zrobił to James.
 - Czy na prawdę tylko my z Gryffindoru zostajemy na święta? - zdziwił się Rogacz.
 - Nie, nie tylko - odpowiedział mu Remus.
 - A kto jeszcze?
 - Alissa.
 - To ta przyjaciółka Lily? - zaciekawił się Syriusz.
 - Tak. A mówiąc o Lily, pogodziliście się już, James?
 - Eee... Nie. To znaczy... Ja próbowałem. Ale ona traktuje mnie jak powietrze. Nie wiem co ją użarło... Jakaś dziwna jest.
 - Miejmy nadzieję, że nie gumochłony - rzekł Łapa.
 - Gumochłony nie mają zębów - poprawił do Lunatyk.
 - Albo jakaś sklątka tylnowybuchowa Hagrida! - odparł Rogacz, na co Peter i Syriusz parsknęli śmiechem.

    Expres Hogwart - Londyn odjeżdżał z peronu w Hogsmeade perę dni przed Bożym Narodzeniem. W zamku panowała miła atmosfera; uczniowie, którzy wyjeżdżali żegnali się z tymi, którzy zostawali, a Irytek latał tu i tam, wyśpiewując własne wersje kolęd.
 - No to... Zobaczymy się po nowym roku! - powiedział Remus, ściskając rękę Syriuszowi. - Życzę wam wesołych świąt i...
 - Oh, nie martw się Luniaczku, my już się postaramy o to, żeby te święta każdy dobrze zapamiętał - oświadczył Rogacz, a Łapa przytaknął.
 - Do zobaczenia! - krzyczał Peter, siedzący już w powozie.
    W ciszy oglądali jak z tuzin pojazdów wyruszało drogą do Hogsmeade, machając znajomym. W jednym z nich James rozpoznał burzę rudych włosów. "To z pewnością Lily..." pomyślał, i poczuł dziwny uścisk w żołądku, że rozstał się z nią skłócony.
 - Halo! Ziemia do Rogacza! - wrzeszczał Syriusz, wymachując rękami tuż przed nosem Jamesa. - Żyjesz, stary?
 - Co...? Tak, tak. Jasne.
 - Cóż ci odwaliło? Nie mów mi, że... Aaaah... No tak. Liluś moja odjechała, ojojojjj... chyba się poryczę! - zaskamlał Łapa wyczyniając przy tym dziwaczne rzeczy. W efekcie dostał po głowie od Jamesa.
    Krzycząc i śmiejąc się zawędrowali uradowani do nienaturalnie pustego pokoju wspólnego, gdzie zajęli najlepsze miejsca na kanapie przed kominkiem. Rozsiedli się tam wygodnie, trzymając w ręce po butelce kremowego piwa.
 - To życie to jednak jest piękne... - wysapał Łapa.
 - Tak w ogóle to kto jeszcze został z innych domów? - zapytał Rogacz.
 - Eee... Ty i ja... No i Alissa... Lancelot Puffin i Mary Duff od Krukonów... Robert Marcins, Katie Boss i Dolores Vik od Puchonów... I... Avery, Rookwod i Snape od Ślizgonów.
 - Żartujesz! Smarkerus jest w zamku?!
 - Ja też nie wierzyłem we własne szczęście jak się dowiedziałem...
    Kolejne dni w Hogwarcie były jednymi z najprzyjemniejszych dla Syriusza. On, który w swoim rodzinnym domu bardzo rzadko doznawał szczęścia i rodzinnej pomocy, cieszył się niezmiernie, że będzie mógł spędzić te święta w towarzystwie swojego najlepszego przyjaciela. James prawie co roku wyjeżdżał na ten czas do Doliny Godryka, gdzie mieszkał. Miał wspaniałą i kochającą rodzinę, czego Łapa bardzo mu zazdrościł. Chociaż państwo Potterowie zawsze zapraszali również Syriusza na ważne uroczystości, on nigdy nie chciał zwalać się im na głowę.
    Tak więc bardzo rad był, że dwudziestego czwartego grudnia wieczorem, usiadł przy stole po prawej stronie Jamesa.
    Wielka Sala wyglądała inaczej niż na co dzień. Zniknęły cztery stoły poszczególnych domów, a na jego miejscu stał jeden, z dużą liczbą krzeseł z każdej strony. Nie było także stołu nauczycielskiego, profesorzy siedzieli wraz z uczniami. Czołowe miejsce zajmował Dumbledore, w swojej odświętnej szacie i wysoką tiarą czarodzieja, wyglądał na prawdę imponująco. Po jego prawej stronie siedziała sztywno profesor McGonagall, patrząc z niepokojem na Jamesa i Syriusza w obawie, czy nie wywinęli już jakiegoś numeru. A dalej miejsca zajęli inni nauczyciele, w tym Hagrid czy pani Pince, która bardzo rzadko opuszczała ściany swojej biblioteki.
    Zaczęli ucztę w momencie pojawienia się na niebie pierwszej gwiazdki, którą podstępnie wyczarował James, nie mogąc doczekać się spożycia potraw czekających na stole. Były najróżniejsze dania: od niewinnie pokrojonych tostów, po świąteczny pudding, a także całkiem sporo zabawnych słodyczy i niespodzianek, tak jak na przykład śpiewające cukierki czy wafle zamieniające się w czekoladowe zwierzątka.
    Nie zabrakło również wspólnego śpiewania kolęd. Nauczyciele nie bardzo byli z tego zadowoleni i siedzieli sztywno w swoich krzesłach, słuchając wymyślonej pieśni Huncwotów stworzonej do melodii marsza żałobnego. Dumbledore za to wydawał się zachwycony i podrygiwał różdżką, patrząc na nich spod okularów - połówek.
    Jak przystało na Huncwotów, nie obyło się także bez jakiegoś psikusu. Jedna z ryb, którą Dumbledore miał na talerzu nagle ożyła i zaczęła rzucać na niego różnego typu obelgi, za to, że chciał ją zjeść. McGonagall już zabierała głos w tej sprawie, kiedy usłyszała cichy chichot profesora, więc z nietęgą miną powróciła do swojego talerza, atakując porcję puddingu. James przez przypadek podpalił obrus i wypalił dziurę w swoich spodniach, Syriusz za to wyczarował wielki transparent, mieniący się różnymi barwami, który zawisł na głównej ścianie Wielkiej Sali. Było na nim wypisane hasło:

Życzymy Wszystkim HUNCWOCKIEGO Bożego Narodzenia!

    Po uroczystej kolacji, cała trójka Gryfonów udała się do pokoju wspólnego, gdzie czekały na nich prezenty.
 - Jeeej! Dzięki Rogasiu! - wykrzyczał Syriusz oglądając miniaturowy model motoru, który dostał. - Mój prezent nie jest taki trafiony, ale wiesz...
 - Nie gadaj, jest super! - odpowiedział James przeglądając książkę Z Quidditchem przez wieki. - Zawsze chciałem to przeczytać.
 - Co tam masz, takiego dużego? - zapytał Łapa wskazując na duży pakunek.
 - Oo... Pewnie od rodziców... Zobaczmy.
    Rogacz rozerwał papier i zamarł zdziwiony tym co zobaczył. W ładnej, szarej klatce spała spokojnie duża, szara sowa. Do nóżki miała przywiązany liścik.
 - Sowa! Wspaniale! Mam już dość starego, rodzinnego puchacza...
    Rozwinął list i zaczął czytać na głos:

Drogi Jamesie!
Bardzo żałujemy, że nie chciałeś w tym roku przyjechać do Doliny Godryka na Boże Narodzenie. Uwierz, Adolf wcale nie jest tak upierdliwy jak ostatnio! Owszem, strasznie się wściekał, że rzuciłeś na drzwi swojego pokoju zaklęcie, które uniemożliwia tam wejście, ale nic po za tym nie zrobił. Mamy nadzieję, że spędzisz te święta równie dobrze jak my.
Postanowiliśmy kupić ci nową sowę, ponieważ jak wiesz, nasz stary Epos...

 - To on miał imię? - przerwał Rogacz, a Syriusz parsknął śmiechem.

...nasz stary Epos jest na skraju wyczerpania, i sami nie wiemy ile pociągnie. Jest to bardzo rzadki gatunek, co prawa nie tak rzadki jak sowa śnieżna, ale też dość niespotykany.
Pozdrów od nas Syriusza (i ucałuj go mocno, jak nie ty, to na pewno z chęcią zrobi to jakaś dziewczyna ze szkoły), Remusa i Petera. Przysłaliśmy im zapas słodyczy z Miodowego Królestwa, proszę, nie zjedzcie wszystkiego.
Pozdrawiamy gorąco,
Mama i Tata.
PS: Dostaliśmy list od profesor McGonagall. Jak jeszcze raz spróbujecie wysyłać mi sedes listem, natychmiast zabieram cię ze szkoły.

 - Sedes? To przecież nie my - powiedział Łapa.
 - Racja, nie my, ale to bardzo dobry pomysł - rzekł Rogacz z uśmiechem. - Jak nazwiemy tę... bardzo, bardzo rzadką sówkę?
 - Hmm... Na Puszka to mi ona nie wygląda...
 - Oh, racja. Wygląda jak stara, pomarszczona książka...
 - Esej. Jak książka do eliksirów, z której miałem napisać esej. Wspaniale! - James zaklaskał w dłonie i wypuścił sowę przez okno, kierując się do sowiarni. - A ty co tam trzymasz?
 - Co...? Oh, nie, to nic. List z domu.
 - Mogę?
 - Jasne, czytaj.

Syriuszu.
Nie chcę życzyć ci wesołego Bożego Narodzenia. Znów nie przybyłeś do domu. Mógłbyś okazać trochę więcej wyrozumiałości i wdzięczności swoim rodzicom, tak jak Regulus. Wierzymy z ojcem, że te święta zmienią twoje nastawienie do świata.
Twoja Matka, która JESZCZE cię nie wydziedziczyła.

 - Włożyła szczególnie duży nacisk na słowo "jeszcze", prawie przedziurawiła kartkę - stwierdził James oddając mu list. - Chyba się za bardzo nie przejmujesz, co?
 - Coś ty! Chociaż chyba byłbym szczęśliwszy, gdyby już to zrobiła.
 - Wiesz, że zawsze możesz do nas przyjść? Nawet bez zapowiedzi?
 - Tak, wiem. Dzięki. Przynajmniej mam dokąd uciekać - mruknął Łapa i wyszczerzył zęby do przyjaciela. - To co, partyjka Eksplodującego Durnia?
    Resztę wieczoru spędzili bardzo miło w pokoju wspólnym, wyobrażając sobie najróżniejsze sytuacje z udziałem Snape'a w roli głównej. Poszli spać bardzo późno, ale w świetnych humorach, rzucając po drodze jakieś zabawne zaklęcia w pokoju wspólnym.
    Jedno było pewne: to było najszczęśliwsze Boże Narodzenie, jakie kiedykolwiek przeżył Syriusz Black.

12 komentarzy:

  1. „[…]ganiali po zamku wymyślając nowe psoty.” – przecinek przed wymyślając;
    „[…]Irytek latał tu i tam wyśpiewując własne wersje kolęd.” – przecinek przed wyśpiewując;
    „[…]wrzeszczał Syriusz wymachując[…]” – przecinek przed wymachując;
    „[…]krzesłach słuchając wymyślonej[…]” – przecinek przed słuchając;
    „[…]cichu chichot[…]” – cichy;
    Ten rozdział bardzo mi się podoba, choć nie wiem czemu. Może ze względu na tą magiczną moc słowa „święta” ;) Chociaż nie wydaje mi się, żeby Huncwoci mogliby posunąć się do zaczarowania ryby Dumbledore’a ;)

    Ścielę się,
    Psia Gwiazda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Tobie dadzą te przecinki ?!

      Usuń
    2. Wiesz, moim zdaniem lepiej się czyta, gdy ortografia i interpunkcja są w porządku.

      Usuń
  2. świetny rozdział, będę wpadać częściej :D
    piszesz bardzo ciekawie, polska wersja Rowling hehe XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny blog! Naprawdę!
    Ja nie zauważyłam żadnych błędów ;)

    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Błędy pewnie są, ale z tego co widzę to głównie przecinki i literówki, nawet tego nie widać, choć normalnie zwracam uwagę na takie rzeczy...

    OdpowiedzUsuń
  5. super rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta, która walczy o marzenia23 marca 2014 13:02

    świetne... Ten pomysł z wysłaniem sedesa był super :D Albo ta ryba na talerzu Dumbledore' a ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakim cudem James wspomina o sklątkach tylnowybuchowych, skoro Hagrid "wynalazł" je za czasów Harry'ego ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to taka zmiana na potrzeby bloga? ;)

      Usuń
  8. Powinno być QUIDDITCH PRZEZ WIEKI, a nie Z Quidditchiem przez wieki, chyba że chodziło o zupełnie inną książkę, to wtedy serdecznie przepraszam.
    Pozdrawiam Gall Anonim 3

    OdpowiedzUsuń